@Pismo 9 (2/2004)

  

 

 

 

Konferencja o Wielkim G.

 

      Nie wiem, czy wszyscy już wiecie, ale w literaturze mamy właśnie „Rok WG”, czyli „Wielkiego Geniusza” (za życia zwano go Witoldem Gombrowiczem). To taki pisarz, który jest m.in. autorem książki, która się wam wszystkim zapewne podobała, bo wyśmiewała nauczycieli i wszelkie kanony lektur obowiązujących w szkole. (Szydziła więc też poniekąd z siebie samej). Mowa oczywiście o Ferdydurke. Jej wybitny twórca przyszedł na nasz marny świat równe 100 lat temu i z powodu tej okrągłej rocznicy wybuchło ogromne zainteresowanie wszystkim co jest z nim związane. Wydawnictwa wznawiają jego książki, telewizja przypomina ekranizacje jego dzieł, w teatrach można obejrzeć inscenizacje dramatów pisarza. Zaś uniwersytety poświęcają „Bohaterowi 2004 Roku” konferencje (nawet międzynarodowe!) i właśnie o jednej takiej tu powiemy.

 „Witold Gombrowicz – nasz współczesny” to tytuł tygodniowego zjazdu, który odbywał się od 22 do 27 marca w Krakowie. Uniwersytet Jagielloński będący gospodarzem tej intelektualnej uczty zaprosił humanistów z całego świata. Liczna publiczność wysłuchała około osiemdziesięciu wystąpień. Referenci zaprezentowali rozmaite aspekty twórczości autora Ferdydurke, toteż wachlarz tematyczny wykładów był bardzo szeroki. Pewne propozycje prelegentów wydawały się być absurdalnymi nadinterpretacjami. Zwłaszcza prezentacje komparytystów wprawiały niekiedy w zadziwienie. Dla przykładu podamy, że usiłowano porównać Trans-Atlantyk Gombrowicza z Pamiętnikiem z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego. Niestety, z powodu ograniczeń czasowych, nie było nam dane poznać dowodów tego śmiałego, jak na nasze małe rozumki, zestawienia.

Dużo emocji wywoływały polemiki komentujące poszczególne wystąpienia. Przy ich okazji dawało się odczuć, jak bardzo rozbieżnie „Spece od Bohatera Roku” wyjaśniają pewne motywy, które Gombrowicz to w tym, to w tamtym arcydziełku swoim umieszczał. 

Jednym słowem przyklejają twórcy kolejne gęby, przed którymi tenże całe życie uciekał. (Ile było referatów, tyle nowych gęb dostał mistrz Witold).

A teraz przejdźmy do subiektywnej oceny wybiórczo wysłuchanych referatów. Kilka odczytów było bardzo ciekawych. 

Autor najznakomitszego wykładu to Olaf Kühl z Berlina, obok niego – Stefan Chwin, który (o ironio) poruszył problem zbiorowej odpowiedzialności wyjaśniając dlaczego Gombrowicz nie potrafił polubić narodu Niemieckiego. Ale idźmy po kolei. Kühl zaprezentował sylwetki Gombrowicza, Wilde’a i Gide’ w referacie Ego i autentyczność, z którego to wystąpienia wynikało, że Gombrowicz propaguje „ja”, lecz go nie zna, głosi potrzebę docierania do rzeczywistości, ale od szczerości ceni sobie bardziej styl, jako maskę ochronną. 

Dużo do myślenia dawał odczyt Chwina zatytułowany: Czy Gombrowicz może nam dzisiaj pomóc w spotkaniu z Niemcami? Przypomniał nam o tym, że wielka literatura nie pomaga nam w czymkolwiek, ona tylko odsłania niektóre niuanse naszej egzystencji i w zasadzie utrudnia nam życie jak może.

Hmm... powieści Henryka Sienkiewicza chyba nikomu nie utrudniały życia, wręcz krzepiły serca. Czy to znaczy, że nie były wielkie? Nad tym zastanawiał się Marek Tomaszewski (Université Lille III) w referacie: 

Witold Gombrowicz kontra Henryk Sienkiewicz; spór na wczoraj czy na dzisiaj? Wspomniał o nierzeczywistości stworzonej przez autora Trylogii i jej niedobrych skutkach, jakie wywarła na sposobie myślenia i działania Polaków. Następnie szeroko omówił dążenia jego antagonisty pragnącego ponad wszystko dotrzeć do rzeczywistości. Czy mu się udało? Pozostawiamy Was z tym pytaniem.

Miało być zgryźliwie i złośliwie o tej konferencji, ale po drodze wisielczy humor gdzieś się ulotnił. Poza tym, uczciwie trzeba przyznać, że nic złego nie można o niej powiedzieć. Warto było...

Gośka Czoch

 


 

NIDERLANDZKIE SKARBY W POLSCE

 

 

      Wystawę zatytułowaną „Skarby Niderlandów. Rysunki i wybrane ryciny artystów niderlandzkich XVI – XVII wieku ze zbiorów Fundacji Książąt Czartoryskich" można oglądać od 19 kwietnia do 30 maja 2004 roku w Arsenale Muzeum Książąt Czartoryskich.

Niewielka kolekcja rysunków niderlandzkich jest bardzo cennym zbiorem, z którego większość wywodzi się ze słynnej wiedeńskiej kolekcji Josefa Carla Klinkoscha. Część prac nigdy dotąd nie była wystawiana. Ekspozycja jest podzielona na dwie części. Na pierwszą składają się rysunki flamandzkich i holenderskich artystów, natomiast druga część prezentuje twórczość niderlandzkich rytowników, którzy związani byli z Polską i działali na zamówienie monarchów. Do pierwszej grupy należą m. in. Gerard David, Hans Bol, Maerten de Vos, 

Pieter Bruegel Starszy

Pieter Bruegel Starszy czy Johan Wierix. W drugiej grupie znajdują się prace: Wilhelma Hondiusa czy Romeyna de Hooghe’a.

 
Krajobraz jako samodzielny temat malarski pojawił się dopiero w 1520 roku. Joachim Patinir pochodzący z Antwerpii był pierwszym wielkim pejzażystą, który wprowadził typ krajobrazu panoramicznego. Pejzaż flamandzki komponowany w pracowniach artystów stawał się wytworem fantazji, człowiek sprowadzony był do drobnej postaci, która tworzyła jedność z naturą. Kulisowo umieszczone skały, wijące się drogi, zamki, rzeki, zatoki morskie takie motywy często spotykamy w pracach flamandzkich artystów. W Holandii, krajobrazów nie komponowano, obiektywnie obserwowano naturę, aby oddać jej realizm. Dominuje płaski, lokalny krajobraz z wiejskimi drogami i połacią nieba.

Jedne z ciekawszych według mnie prac, które możemy obejrzeć, należą do Romeyna de Hooghe’a 

 Trzy głowy kobiece Gerard David

pracującego w latach 1674 – 1675 dla króla Jana III Sobieskiego. Takie obrazy jak: Wyprawa na czambuły

tatarskie w 1672 czy Bitwa pod Chocimiem w 1673,odznaczają się niezwykłą precyzją i szczegółowością. Każdy motyw jest potraktowany indywidualnie, widać, że artysta skupił się na najdrobniejszym elemencie całej kompozycji. Innym rytownikiem działającym przez wiele lat w służbie Wazów jest Wilhelm Hondius. Portrety Anny Austriaczki, Zygmunta III Wazy czy Jana Kazimierza to tylko niektóre z miedziorytów, jakie możemy oglądnąć na wystawie.

Maerten de Vos

Hans Bol Wiosna w ogrodzie zamkowym

      Należy także wspomnieć o artystach niezwiązanych z dworami monarchów polskich. Alegoria węchu i Alegoria dotyku to rysunki Maerten’a de Vos’a, Flamandczyka pochodzącego z Antwerpii, który współpracował ze słynną oficyną Plantina wykonując wzory rysunkowe do licznych cykli graficznych z przedstawieniami religijnymi i alegorycznymi. Jan van Goyen to z kolei jeden z najlepszych pejzażystów XVII, w, którego Krajobraz zimowy z zamarzniętym kanałem również możemy obejrzeć. Natomiast rysunki m. in. Gerarda Davida Trzy głowy kobiece i Hansa Bol’a Wiosna w ogrodzie zamkowym to cenne prace, które oglądamy tylko zza szyby gabloty.

      Sądzę, że warto przyglądnąć się dokonaniom artystów niderlandzkich zwłaszcza, że w technikach takich jak miedzioryt czy akwaforta byli niedoścignionymi mistrzami.

Tina

  

  góra strony 

| Ustaw stronę jako startową
Copyright: @Pismo 2002-2004 Webmastering&Design: