@Pismo 9 (2/2004)

  

 

 
 

ŚREDNIOWIECZNE SKRYPTORIUM W AKADEMII PEDAGOGICZNEJ


      Tradycje pisania i iluminowania ksiąg sięgają starożytności. W formie papirusowych zwojów z modlitwami umarłych, glinianych tabliczek z pismem piktograficznym, jedwabnych tkanin z ideogramami, starożytny świat Egiptu, Mezopotamii i Chin zapisywał swe myśli i uczucia. Grecy, przejmując pismo alfabetyczne od ludów fenickich, udoskonalili znaną od II w. p.n.e. formę kodeksu, który do końca V w. zapanował niepodzielnie, upowszechniając na pergaminowych kartach dzieła Homera i Wergiliusza, a także nową wiarę chrześcijańską. Początkowo pisano i kopiowano kodeksy w skryptoriach przy bibliotekach - Amenhotepa w Egipcie, Assurbanipala w Mezopotamii, Ptolemeusza I Sotera w Aleksandrii - potem, od IV w., kiedy to cesarz Teodozjusz podzielił rzymskie imperium, również w klasztorach Zachodu i Bizancjum, gdzie zgodnie z regułą zakonną czynili to mnisi. Bazylianie w klasztorze Studion w Konstantynopolu, benedyktyni we włoskim Monte Cassino sprawili, że chrześcijańskie klasztory stały się odtąd ośrodkami produkcji i przechowywania rękopisów, w których oprócz starożytnych oracji filozoficznych zaczęły pojawiać się treści teologiczne, a także literatura świecka z dziedziny matematyki, przyrody, medycyny, historii czy prawa. W zaciszu klasztornych murów mnisi przepisywali i iluminowali kodeksy, które później wraz z akcja misyjną docierały do najdalszych zakątków Europy, dając początek nowym zgromadzeniom i powodując rozprzestrzenianie się nowej wiary. Książka, będąca jeszcze wówczas przedmiotem luksusu dostępnego jedynie wybranym mnichom czy wykształconym władcom, stawała się przekazem myśli, kultury, nowości w sztuce - sama będąc przecież dziełem sztuki, łączącym w sobie pierwotne wzory kultury pogańskiej z przepychem Bizancjum i nowożytnymi trendami zapoczątkowanymi przez chrześcijaństwo.


      Sztuka rękopisarska doskonaliła się, rozwijała i zmieniała kilka następnych wieków. Akwizgrańska szkoła pałacowa Karola Wielkiego od VIII wieku, potem renesans ottoński od X wieku, wyniosły ją na wyżyny zarówno pod względem estetyki pisarskiej, jak i zdobniczej. Wytworzyła się wówczas elita intelektualna rozmiłowana w sztuce i poezji, ceniąca piękną książkę, kolekcjonująca ja, dająca początek kultowi, który rozwinie się również w dobie włoskiego renesansu. Rozwinie się, aby wkrótce, wraz z wynalazkiem ruchomej czcionki drukarskiej ustąpić miejsca książce taniej, masowej, czarnej od drukarskiej farby i pozbawionej wszelkich ozdób oprócz drzeworytowych ramek strony tytułowej.


      Ocalałe z wojennych zawieruch i ognia kontrreformacji rękopisy, chronione pieczołowicie w klasztornych bibliotekach, zbiorach królewskich i muzeach, na zawsze pozostaną już tylko echem świata, który nie żył tylko chwilą i pozostawił nam to, co uważał za najcenniejsze - pragnienie pełni życia z Bogiem, spokoju, harmonii, refleksji nad pięknem. Pozostawił książkę, której tak naprawdę już dziś nie znamy, jest ona bowiem dostępna jedynie tym nielicznym, prowadzącym badania dziejów literatury czy historii sztuki. A do specjalistycznej wiedzy docierają tylko zainteresowani.

      Odbywający się w Krakowie Festiwal Nauki, stał się doskonałą okazją spojrzenia na średniowieczną książkę z perspektywy skomputeryzowanego świata XXI wieku. W zaaranżowanym skryptorium, przez kilka godzin toczyła się praca pisarsko-iluminatorsko-introligatorska, z udziałem niezwykle skupionych dzieci, ich rodziców oraz studentów, członków koła naukowego "Bibliolog", działającego w IINiB Akademii Pedagogicznej w Krakowie.

Dzieci iluminowały inicjały, młodzież próbowała swych sił w pisaniu gotykiem, mamy pomagały ozdobić aksamitną oprawę kolorowymi, jubilerskimi kamieniami i złotymi tasiemkami. Idea średniowiecznego rękopisu, zrealizowana w epoce książki elektronicznej, potwierdziła ciągłość jej bytu, połączyła współczesnych jej twórców z dawnymi, sprawiła, że inaczej spojrzeli oni na historię i jej dziedzictwo. 

Studenci odpowiadali na pytania zadawane przez zwiedzających i opowiadali dzieje książki. Wszyscy mieli okazję zobaczyć etapy produkcji rękopisu, uświadomić sobie jak pracochłonne i drobiazgowe były to czynności i jak daleko  nam,  współczesnym  do  średniowiecznego 

człowieka - cichego, skupionego, pracowitego, wytrwałego. W rozmowach z rodzicami pojawiały się bowiem refleksje na temat pędzącego, chaotycznego życia, niemożności skupienia uwagi, hałasu zagłuszającego myśli - nie tego chcieliby dla swoich dzieci i mimo, że nie chcieliby przecież powrotu średniowiecza, tęsknią za czymś nieuchwytnym, poszukują tej równowagi, która wówczas wieńczyła benedyktyńską pracę i wewnętrzny spokój z radością pięknej książki. Sobotnie spotkanie z rękopisem było, być może dla wielu, kolejnym etapem takich poszukiwań. A dla innych okazją do ujrzenia powszechnie znanej, dostępnej książki, w innym, niecodziennym wydaniu, we współczesnej scenerii namiotowych ekspozycji, choć w towarzystwie starych, krakowskich murów ulicy Gołębiej. 

tekst i zdjęcia:
Dorota Kamisińska

BIBLIOGRAFIA:
K. Głombiowski, H. Szwejkowska: Książka rękopiśmienna i biblioteka w starożytności i średniowieczu. Wyd. 3. Warszawa PWN 1983.
Nowa Encyklopedia PWN. Wyd. 1. Warszawa PWN 1995.

 


 

Już po studiach? Wybierz następne!


Studia podyplomowe są organizowane przez prywatne i państwowe szkoły wyższe, a także inne instytucje edukacyjne - firmy szkoleniowe, placówki naukowo-badawcze. Dla wszystkich to dobry interes, bo popularność "dokształcania" co roku wzrasta.

Jeszcze w 1988 tylko 6,5% Polaków miało wyższe wykształcenie. Dyplom magisterski czy inżynierski wystarczał do podjęcia interesującej, dobrze płatnej pracy. Jednak młodzi ludzie zorientowali się, że pracodawcy zaczęli powszechnie wymagać ukończenia szkoły wyższej i coraz więcej osób decydowało się na podjęcie studiów. W tej chwili - według Narodowego Spisu Powszechnego z 2002 roku - już co dziesiąty Polak może legitymować się dyplomem, a z roku na rok liczba ta będzie wzrastać. Zarazem znacznie zmniejszyła się liczba wolnych miejsc pracy, o które rywalizuje coraz więcej kandydatów.

Dyplom magistra przestał być przepustką do kariery. Od kandydatów coraz częściej oczekuje się głębszej wiedzy, niż oferuje uczelnia studentom. Nie wystarcza już "mgr" czy "inż." przed nazwiskiem i dobra znajomość języka angielskiego. Przydatne jest nie tylko doświadczenie, ale i teoretyczna wiedza, zdobyta na specjalistycznych kursach - np. na studiach podyplomowych.

Studia podyplomowe to zwykle roczne lub dwuletnie kursy przeznaczone dla osób z wyższym wykształceniem, które chcą zgłębić wiedzę w danej dziedzinie. Na ogół przeznaczone są dla tych, którzy kończyli kierunek inny niż studia podyplomowe. Np. absolwent socjologii czy zarządzania niewiele skorzysta z kursu z zarządzania zasobami ludzkimi. Taki kurs przyda się na pewno ekonomiście czy prawnikowi, którzy muszą zająć się zawodowo sprawami "personalnymi".

Przepustka do kariery
Najbardziej pewną inwestycją - bo tak należy traktować naukę podyplomową - są studia typu MBA, czyli Master of Business Administration. To zajęcia dla menedżerów, którzy chcą rozwinąć swoje umiejętności zarządzania i zwiększyć wiedzę, przede wszystkim dotyczącą rozwiązywania konkretnych problemów biznesowych, związanych z działaniem przedsiębiorstwa.

Przeważająca większość studiów MBA jest prowadzona przez polskie uczelnie we współpracy ze szkołami z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Zajęcia odbywają się na ogół w języku angielskim, a na zakończenie słuchacz otrzymuje dwa dyplomy - szkoły polskiej i zagranicznej. Można też znaleźć kursy MBA prowadzone w języku niemieckim czy francuskim.

Chętni do wzięcia udziału w kursie MBA muszą spełnić zwykle dwa warunki - legitymować się doświadczeniem zawodowym na stanowisku kierowniczym (ale nie wszystkie szkoły tego wymagają), a także mieć odpowiednie środki finansowe. Studia MBA to najdroższa forma nauki podyplomowej, kosztująca od kilku tysięcy dolarów w górę. To bariera czasem nie do przeskoczenia dla części zainteresowanych, ale zanim się zrezygnuje, warto uświadomić sobie dwie rzeczy. Po pierwsze, tytuł MBA niemal gwarantuję pracę. Po drugie, niektóre uczelnie współpracują z bankami, które przyszłym studentom udzielają preferencyjnych kredytów na opłacenie nauki (np. w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej).

Nie tylko zarządzanie
Studia podyplomowe nie są przeznaczone tylko dla tych, którzy w przyszłości chcą czymś zarządzać. Absolwenci studiów wyższych mogą wybierać co roku spośród kilkuset propozycji różnych kursów, z różnych dziedzin, prowadzonych na różnych uczelniach. Można wybrać bardzo ogólne studia podyplomowe z zakresu marketingu, jak i pogłębiać swoją wiedzę na temat psychologii zachowań rynkowych. Jeszcze bardziej specjalistyczne kursy znaleźć można na uczelniach technicznych - np. "Eksperymentalne i numeryczne kształtowanie niezawodności elementów maszyn" na Politechnice Wrocławskiej. Nie ma teraz w zasadzie takiej dziedziny wiedzy, w której nie możnaby się dokształcać na studiach podyplomowych. I na ogół każdy, spełniający określone warunki, może w takich zajęciach brać udział. A warunki są zwykle dwa - ukończone studia wyższe oraz wpłata za pierwszy semestr nauki.

Rozpiętość cen studiów podyplomowych jest bardzo duża. W mniejszych miejscowościach, na mniej znanych uczelniach, studia podyplomowe z mało "rynkowego" kierunku mogą kosztować i kilkaset złotych za semestr. Te najdroższe, kosztujące nawet dziewięć tysięcy za rok, organizowane są przez warszawską SGH czy Wydział Psychologii UW. Ale i w większych ośrodkach akademickich można znaleźć tańsze propozycje.

Studia podyplomowe z reguły rozpoczynają się w październiku, czasem też w lutym. Kandydaci przyjmowani są na ogół według kolejności zgłoszeń, choć w przypadku niektórych kierunków i uczelni przeprowadzane są jeszcze rozmowy kwalifikacyjne. Kursy prowadzone są systemem zaocznym, co oznacza, że słuchacze spotykają się z reguły raz na trzy, cztery tygodnie, podczas weekendowych sesji. Sama organizacja studiów inaczej wygląda w przypadku studiów podyplomowych w systemie e-learning. Nie są one jeszcze zbyt popularne, ale kilka uczelni proponuje już chętnym naukę bez osobistego kontaktu z nauczycielem i współsłuchaczami (m.in. Uniwersytet Warszawski). Istnieją również formy pośrednie, które proponuje np. Polski Uniwersytet Wirtualny, organizując kursy internetowe wzbogacone zjazdami poświęcone zagadnieniom integracji europejskiej.

Zamiast podyplomowych
Według doradców personalnych ukończenie dodatkowych kursów wyraźnie wzmacnia pozycję kandydata na rynku pracy. Nie zawsze jednak muszą to być studia podyplomowe. Dodatkowe kwalifikacje można zdobyć też w inny sposób. Jednym z nich jest doktorat.

Stopień naukowy, jaki otrzymuje się po rozprawie doktorskiej, poświadcza głęboką wiedzę z danej dziedziny i, przynajmniej teoretycznie, zatrudnienie doktora powinno być marzeniem wielu pracodawców potrzebujących specjalistów. I wielu przypadkach tak jest - kancelarie prawnicze, banki czy agencje marketingowe cenią takich kandydatów. Jednak stopień doktora może być przeszkodą podczas ubiegania się o pracę na stanowiska nie-specjalistyczne lub w firmach niewielkich, gdzie doktor może być postrzegany jako zagrożenie dla innych pracowników - jako specjalista może szybciej od innych awansować, "wygryzać", itp.

Doprowadzenie do obrony rozprawy doktorskiej jest jednak niewspółmiernie trudniejsze i bardziej czasochłonne niż udział w studiach podyplomowych. Nie trzeba być uczestnikiem studiów doktoranckich, ale ci, którzy się na to zdecydowali (i udało im się na nie dostać), mają kilka obowiązków, między innymi prowadzenie zajęć ze studentami. Rzadko podczas studiów doktoranckich można pozwolić sobie na pełnoetatową pracę, a w przypadku pobierania stypendium - jest to właściwie niemożliwe. Finansowa bariera może być tu przeszkodą nie do pokonania. Poza tym pisanie doktoratu zajmuje z reguły 4-5 lat, a nie 1-2, jak w przypadku studiów podyplomowych.

Międzynarodowe kwalifikacje zawodowe
Inną możliwością podniesienia kwalifikacji jest udział w kursach nieco podobnych do studiów podyplomowych, zwłaszcza typu MBA. Na świecie działają również instytucje, które wydawanymi przez siebie certyfikatami poświadczają, że osoby, które zdały egzaminy, mają określoną wiedzę i umiejętności. Najbardziej znane w Polsce są kwalifikacje finansowe: ACCA, CIA, CFA i marketingowe, np. CIM. Do egzaminów przygotowuje w Polsce kilka firm, które od słuchaczy pobierają opłaty zbliżone do kosztów studiów MBA. W zamian, w przypadku zdania wszystkich egzaminów, uczestnik otrzymuje dyplom znany i ceniony w wielu krajach, przede wszystkim europejskich i w Stanach Zjednoczonych.

Absolwenci studiów wyższych mają wiele możliwości podnoszenia swoich kwalifikacji. W zależności od kierunków, jakie ukończyli, możliwości finansowych, potrzeb - wybierać mogą spośród setek propozycji. Jak wybrać, żeby nie żałować? Czy warto inwestować kilkadziesiąt tysięcy złotych w certyfikat? Co daje ukończenie studiów podyplomowych? Czytajcie w dalszej części "Przewodnika Podyplomowego".

Tekst udostępniony przez serwis edu.pracuj.pl 

 


 

 

Nagrodzony referat z I Forum Filozowicznego

 REFERAT NADESŁANY PRZEZ KOŁO NAUKOWE "ARCHE"
działające przy Instytucie Filozofii i Socjologii AP

WSTĘP

Jedynym sądem, jak sądzę, bezwzględnie pewnym w filozofii jest twierdzenie o genetycznej rzec można "niedowodliwości" wszelkich naszych twierdzeń. Cokolwiek więc myślisz, to i tak tego nie udowodnisz, bądź odwrotnie: jakikolwiek nonsens spłodzisz, to z pewnością znajdziesz w orężu rozumu, oraz pośród metod naukowych, sposób aby go udowodnić. Zaznaczam więc na początku, iż nie mam ambicji wykazywać, co w świecie istnieje, czy też "jak jest". Zamierzam jedynie wskazać najważniejsze nurty refleksji aksjologicznej, wymienić najważniejsze, towarzyszące owym nurtom wątpliwości, oraz sformułować pewną tezę o statusie wartości w ogólnoludzkiej kulturze. Wprowadzenie tu określenia "ogólnoludzka kultura" nie jest próbą unifikacji czy zaprowadzenia przymusowej jedności pośród niezliczonej liczby religii, kultur, światopoglądów czy obyczajów, ale wyciagnięciem na światło dzienne fundamentalnych założeń każdej kultury. Z konieczności poniższe omówienie jest raczej skrótowym zaznaczeniem pewnego problemu, jeszcze bardziej skrótowym omówieniem najbardziej nas tu interesującego nurtu refleksji aksjologicznej; przede wszystkim zaś jest zachętą do szukania odpowiedzi na pytania postawione, jak również do szukania nowych pytań.
Punktem wyjścia dla naszych rozważań jest kondycja rozważań aksjologicznych dziś. Refleksja nad wartościami, jak mogłoby się zdawać, kwitnie wokół nas, w znacznym stopniu dzięki licznym tych wartości pogwałceniom. Częste są dyskusje na temat demokracji, praw mniejszości, praw człowieka, fundamentalizmu i totalitaryzmu, wartości kobiety, wartości człowieka nienarodzonego, wartościowej i nie-wartościowej twórczości, wartości miłości, odpowiedzialności, wartościowych czynach, wartościowym wykształceniu, wartościowych pomysłach i koncepcjach politycznych czy ekonomicznych, jak również o wartościowej diecie. Żyjemy we wszechświecie wartości i jest to fakt niemalże namacalny. Wszystkie te dyskusje mieszają się jednak ze sobą, żonglują pojęciem wartości, traktują je instrumentalnie, z rzadka tylko zastanowiwszy się czy ta "wartość" jako taka, w swej istocie jest i jak wartości się między sobą dzielą. Czasem można odnieść wrażenie, iż wartościowanie w sferze kulinarnej jest tym samym co wartościowanie w sferze politycznej, ekonomicznej czy społecznej, razem zaś są owe wartościowania tym samym co wartościowanie w sferze egzystencjalnej i moralnej.
Przedstawiona wyżej obserwacja obecnej rzeczywistości skłania mnie do podjęcia próby wykazania, że istnieje fundamentalny dla człowieka porządek wartości, z których jedne musze być absolutne, a inne do nich się odnoszą.

Najważniejsze zagadnienia aksjologii

Zasadniczy spór w aksjologii jest następujący: według jednych wartości istnieją, według innych nie istnieją. Ta druga grupa nie wymaga szczególnego omówienia bo omawiać można jedynie coś co posiada jakąś konstrukcję, którą to konstrukcję gotowi jesteśmy podziwiać bądź krytykować. Ów absolutny nihilizm aksjologiczny, jak każdy nihilizm, dąży do braku jakiejkolwiek konstrukcji. Przyjęcie konstrukcji było by sprzeczne z podstawową ideą. Dążenie to jest beznadziejne, bowiem wszystko co mówimy, wypowiadamy, posiada już konstrukcję, choćby z tego tytułu, że to wypowiadamy. Sami się więzimy w ramach języka i odpowiednich pojęć. Będąc nihilistami, jakikolwiek sąd wypowiemy, przeczymy sobie. Ponadto, jak zauważył Kołakowski, i o czym będzie jeszcze okazja wspomnieć, jedyną możliwością wypowiedzenia sądu, że "nic nie ma" jest zaprzeczenie istnieniu, tego co inni uważają za istniejące - zanegowanie zastanej kultury. Sąd nihilistyczny przeczy sobie będąc sądem, a poza tym jest negatywnie uzależniony od odrzucanej kultury - jest czystą negacją i niczym więcej, a więc ideą, która nie może stanowić fundamentu do dalszych rozważań. Zajmijmy się więc tymi ideami, które istnienie wartości, choć bardzo rozmaicie pojmowanych, uważają za jakiś mniej lub bardziej trwały element naszej ludzkiej konstytucji. Dzielą się oni przede wszystkim na dwie opozycyjne formacje:
jedni uznają wartości za absolutne oraz istniejące niezależnie od człowieka i jego zapędów do ustanawiania i obalania;
drudzy natomiast źródła wartości upatrują właśnie w człowieku.
Pierwsze z wymienionych tu przekonań jest odporne na wszelkie próby obalenia, jak również nie daje się w żaden sposób przekonująco udowodnić. W pewnym sensie stanowi - możemy tak powiedzieć - dziedzictwo religijne w naszej świeckiej kulturze. Jest przy tym niezbywalną częścią tej kultury, oraz, jak sądzę, jedynym jej elementem pełnoprawnie i bezsprzecznie "sensotwórczym". Przekonanie o absolutności i niepodległym "bycie" wartości, choć go nie sposób dowieść, usytuowane jest na wygodnej pozycji, w sferze, której w ogóle dowodzić niepodobna, i z wysokości swego "ponad-doczesnego" stanowiska kąsa opozycyjne mniemania pytaniami, na które w ramach tychże mniemań, można ostatecznie "odpowiedzieć", jedynie odrzucając same pytania jako niesensowne.
Pośród wypatrujących wartości w człowieku odnajdujemy w pierwszym rzędzie idealistów absolutnego samostanowienia, których często myli się z nihilistami. Różnią się oni jednak tym, iż uznają jedną jedyną powinność - posłuszeństwo sobie. Ja ustanawiam wartości, aby następnie się do nich stosować, bądź je modyfikować. Nihilista prawdziwy nawet sobie zaprzecza; nie ma prawa - gdy chce być wierny podstawowej idei, że "nic nie istnieje" - do uznania swego "ja" za substancję, byt w jakikolwiek sposób ukonstytuowany. Ów subiektywizm, często mylony przez samych subiektywistów z nihilizmem, szerzy się szczególnie pośród zbuntowanej młodzieży, rzadziej w murach szacownym instytucji naukowych. Filozofowie, stroniąc od skrajności, starają się znaleźć kompromis, między aksjologicznym subiektywizmem buntowników, a wyższością i nieugiętością - nazwijmy ich - aksjologicznych absolutystów". Kompromis, którym się tu zajmę wywodzi się, za pośrednictwem Ingardena, z fenomenologii, formę zaś obecną, którą postaramy się poddać cząstkowej krytyce nadał jej prof. Józef Lipiec z UJ w serii artykułów składających się na wydaną niedawno pozycję p.t. "Świat wartości". W refleksji nad wartościami skupia się na tworzącej je relacji p r z e d m i o t o w o - p o d m i o t o w e j, czyli relacji człowieka z rzeczami. Stąd nazwa: "relacjonizm aksjologiczny". Nie istnieją wartości poza relacją przedmiotowo-podmiotową, a więc pojawiają się tylko przy udziale człowieka ( podmiotu ), nie będąc wszakże jego tworem zupełnie dowolnym; u r z e c z y w i s t n i a j ą się bowiem w jego relacji w rzeczami, które są tych wartości n o ś n i k i e m.
Ostatni podział, jaki będzie dla nas istotny przy rozważaniu wyżej wymienionych koncepcji, a który znajduje się w ścisłym związku z poprzednim, to podział jeżeli chodzi o "usytuowanie" wartości w "rzeczywistości" ( "rzeczywistościach" ). Jedni bowiem "sytuują" wartości li tylko w szeroko pojętym świecie materii, dostępnym poprzez zmysły, i z tego świata je wywodzą; inni zaś traktują świat wartości jako biegunowo odmienny od materialnego, nadrzędny wobec niego, zakorzeniony w transcendencji, w rzeczywistości ponadludzkiej, do której człowiek nieustannie się odwołuje w poszukiwaniu sensu; rzeczywistości, którą Kołakowski nazwał "mityczną". I tej poświęcimy tu szczególną uwagę, jako że do niej odnoszą się bezpośrednio bądź pośrednio wszystkie nasze wartościowania.

Świat mitu

Znaleźliśmy się w miejscu, w którym przyjmuję własne stanowisko. Moja teza składać się będzie z trzech części, z których dwie pierwsze będą w całości odtwórcze, stanowiące grunt pod trzecią, która nie rości sobie prawa do najmniejszej choćby odkrywczości, ale poprowadzi nasze dalsze rozważania w kierunku analizy dwóch pojęć. Dokładne zbadanie tych pojęć z punktu widzenia aksjologii jeszcze nie nastąpiło, a - jak postaram się wykazać - jest ono niezbędne jeśli mamy o wartościach mówić bez nieporozumień. Po pierwsze więc niepodobna zupełnie odmówić jakiejś formy "istnienia" rzeczywistości mitycznej, jako niezależnej od człowieka i człowieka ustanawiającej. Człowiek bowiem niewładny jest aby samego siebie "ustanowić". A co za tym idzie: nie sposób uciec z powodzeniem od idei wartości absolutnych, a więc wyprzedających człowieka i od niego niezaleznych; nie sposób odmówić wartościom jakiegokolwiek "pozaludzkiego" czy "pozakulturowego" istnienia. W końcu: fundamentalne są dla aksjologii ( również, jak sądzę, dla każdej filozofii ) dwa pojęcia: "podmiot" ( wartościujący ), oraz "przedmiot" ( wartościowy ). Analiza metafizyczna tych pojęć ukazuje ich głęboki "mityczny" charakter. Można wykazywać niemożność jakiejkolwiek analizy metafizycznej, odrzucić ją jako niesensowną, ale taki akt odrzucenia pozostaje uznać za rezygnację z odpowiedzi na pytania dla człowieka najważniejsze.
Trudno wyrokować o całości, ale z pewnością jedną z bardziej w świecie aktywnych tendencji, jest ta dążąca do wyeliminowania ze sfery ludzkiej myśli wszystkiego, co się w niej nie mieści. Nie jest to tendencja nowa, bo nawiedzała filozofię jak i mniemania potoczne wielokrotnie i nie raz ukazywała swą jałowość. Nieład we współczesnych dyskusjach o wartościach bierze się stąd, iż człowieka nie zawsze wie, gdzie, jakie wartości usytuować.

Podział wartości

Doszliśmy do momentu w którym rzeczą niezbędną jest dokonanie podziału samych wartości. Ingarden wyróżnia trzy podstawowe typy: wartości witalne ( utylitarne i przyjemnościowe ); wartości kulturowe ( poznawcze, estetyczne, socjalne ); wartości moralne.1 Choć zaprzeczał on istnieniu wartości nie-poszczególnych, wszelkie zaś ich źródło upatrywał w odpowiednich własnościach przedmiotu, zdawał się być bardziej ostrożny jeżeli chodzi o formułowanie jednej prawidłowości dla powstawania czy też trwania w s z e l k i c h wartości. Szczególnie chodzi tu o wartości m o r a l n e i e s t e t y c z n e , które należy bezwzględnie wyłączyć czy oddzielić od tych powstających "relacyjnie", aby uniknąć relatywizmu ( ! )
Prof. Lipiec wprowadza podział następujący: wartości osobowe; wartości społeczne, oraz wartości ogólnoludzkie. Jak również: wartości egzystencjalne, "których realizacja decyduje o istnieniu człowieka (...) i służy jego egzystencjalnemu bezpieczeństwu"; wartości nieegzystencjalne ( esencjalne ), "których realizacja decyduje o specyficznym bytowaniu w świecie"; wartości ornamentalne, czyniące życie ludzkie "przyjemniejszym, wygodniejszym i piękniejszym".2
Pozwolę sobie, korzystając z powyższych podziałów, wprowadzić na potrzeby tego tekstu podział własny, korzystający z tych samych, acz niekoniecznie tak samo pojmowanych pojęć. Rozróżnijmy więc:
- wartości witalne ( przyjemnościowe, utylitarne ) - jednostkowe i ornamentalne
- wartości esencjalne ( poznawcze, estetyczne, socjalne ) - kulturowe, ogólne, po części zmienne i trwałe
- wartości egzystencjalne i moralne - ogólne i trwałe.
Kolejność jest nieprzypadkowa. Postępując od wartości egzystencjalnych, absolutnych z samej ich istoty, mitycznych i konstytuujących człowieka w jego "podmiotowości" ustanawiającej oraz rzeczy w ich "przedmiotowości"; poprzez esencjalne czy kulturowe, z których część ( np. estetyczne ) jest absolutna i mityczna na mocy absolutności egzystencjalnych, część zaś, również na mocy egzystencjalnych, jest ustanawiana przez podmiot w relacji podmiotowo - przedmiotowej; aż do wartości witalnych - jednostkowych i ornamentalnych, których ustanawianie, na mocy egzystencjalnych i esencjalnych, odbywa się w całości w relacji podmiotowo-przedmiotowej.
W samej istocie "wartości" tkwi zakorzenione odniesienie do transcendencji. "Świat wartości jest realnością mityczną. Składniki doświadczenia, sytuacje i rzeczy, o ile przeżywamy jej jako wyposażone w jakości wartościowe, przeżywamy jako uczestniczące w owej realności, która transcenduje bezwzględnie całość możliwego doświadczenia"3 . Dobrowolne osadzenie siebie w świecie wartości jest pewnego rodzaju rezygnacją z części wolności. Dokonuje się więc w imię s a m o o k r e ś l e n i a w świecie tych wartości, jest "pragnieniem wykroczenia poza siebie w ł a d , w którym traktuję siebie jako obiekt o wyznaczonym zakresie możności". 4 Szczególnie jest tu ważne "wykroczenie poza siebie", poza swoją obecność rozumianą jako bytowanie w czasie i w przestrzeni, pośród rzeczy zmiennych i nietrwałych. Czy mówienie o "wykroczeniu poza siebie" w świat sensu w ogóle jest zasadne, gdy ów "sens" nie jest "sensem" powszechnie ważnym i od roszczeń ludzkich niezależnym? Czy dobrowolna rezygnacja z części wolności, dokonywana w imię "sensu" mogłaby się dokonywać w imię "sensu" historycznego, "czasowo ustanowionego", mniej lub bardziej powszechnego, a nawet jednostkowego? Zwróćmy uwagę na samo słowo "sens", lub pozostające z nim w ścisłym związku słowo "ład"! Do czego nas odnoszą? Jeżeli uznamy, iż wkroczenie w świat wartości jest wkroczeniem w świat sensu, ładu, to ukazuje nam się istota owego "wkroczenia" - jest ono wkroczeniem w "świat mitu". W mocy człowieka bowiem nie leży ustanawianie "sensu", a to z powodu jego wrodzonej niedoskonałości i ograniczoności. Niemożność wykroczenia poza swoją podmiotowość, niemożność przełamania środkami doczesnymi tej obcości wobec świata, zniesienia podziału na "ja" i "resztę", niemożność uzyskania tożsamości ze światem, pełnego jego oglądu i pełnego w nim uczestnictwa; to wszystko sprawia iż w poszukiwaniu sensu musimy odnieść się do świata "mitu".
Dobrowolne wkroczenie w świat mitu jest wyrazem odwiecznej ludzkiej potrzeby "rozumiejącego ogarnięcia realności empirycznych,(...) przeżywania świata doświadczenia jako sensownego przez relatywizację do niewarunkowej realności wiążącej celowo zjawiska". 5 Równie niezmienna i ustanawiająca całą ludzką kulturę jest "potrzeba wiary w trwałość wartości ludzkich". 6 oraz "pragnienie unieruchomienia czasu fizycznego przez nałożenie nań mitycznej formy czasu, tj. takiej, która pozwala w przepływie rzeczy dopatrywać się nie p r z e m i a n y lecz k u m u l a c j i" ( wyszczególnienie autora ) 7 Żadna filozofia czy ideologia na rozumie oparta i nie odwołująca się do transcendencji, nie jest w stanie uczynić zadość najgłębszej potrzebie człowieka, odnalezienia się w świecie "sensu". Filozofia jako całość w swej minimalistycznej wersji zrezygnowała już z tak wielkich zamierzeń, trudno jednak wyobrazić sobie minimalistyczną aksjologię! Aksjologia, która nie uznaje sfery tajemnej w przedmiocie swych badań nigdy nie będzie konstrukcją kompletną. Sfera ta jest, mimo wielkie chęci usunięcia jej, niezbywalna i obecna u podstaw z pozoru anty-mitycznych koncepcji.

Mit w relacji podmiotowo-przedmiotowej

Wartości ogólne nie istnieją w sensie ontologicznym. Są zaś bytem "idealnym", inaczej "kulturowym". Wartości istnieją tylko w rzeczach! Są j e d n o s t k o w e. Takie pojęcia jak "dobro" czy "piękno" odnoszą nas do istotnych treści "kulturowych", nie do bytów w sensie ontologicznym, które miały by tak się nazywać i w rzeczach objawiać. Nie spotkamy więc piękna "samego w sobie", ale jedynie rzeczy piękne, których wielość sprawiła , iż uogólniliśmy nasze przeżycia tworząc od przymiotników "piękny"; "piękna"; "pięknie", oraz przysłówka "pięknie", rzeczownik ":piękno".
Nie zamierzam podejmować się całościowej krytyki "relacjonistycznej" teorii wartości, a to dlatego, iż nie czuję się do tego zdolny. Głębokie i szeroko zakrojone analizy w moim wykonaniu były by nadużyciem zaufania czytelnika, a ponadto nie mieściłyby się w ramach tego tekstu. Skupię się więc, o ile takie "wykrojenie" tematu jest w ogóle możliwe, na samej relacji podmiotowo-przedmiotowej, aby ukazać i naświetlić możliwie z każdej strony fakt, iż k a ż d a teoria aksjologiczna poza nihilizmem, którego nie sposób nazwać "teorią" w sposób mniej lub bardziej "pokrętny" wywodzi się z potrzeby zakorzenienia mitycznego. Skąd wnoszę, że każda? Rozważana teoria relacjonistyczna podsuwa nam do rozważenia dwa pojęcia, na których jak sądzę opierać się muszą w s z y s t k i e teorie aksjologiczne, choć możliwe są różne ich ujęcia jak również odmienne ujęcia ich "związków". Te pojęcia to "przedmiot" wartościowy ( ewentualnie "nośnik wartości" ) oraz "podmiot" ( "urzeczywistniający" wartość, jej twórca bądź odbiorca ). Głęboko mityczny ich charakter, wskazuje na głęboko mityczny charakter k a ż d e j teorii aksjologicznej

1. Mit w idei "przedmiotu"

Wartości urzeczywistniają się poprzez działalność "podmiotu", a więc bytu świadomego i ukonstytuowanego. Byt ów nie jest bytem zagubionym w chaosie, ale zakorzenionym w świecie i zdolnym do odbioru pewnych c e c h zawartych w przedmiotach, a stanowiących, rzec można, "grunt" pod podmiotowe ustanawianie.
Pisze prof. Lipiec: "Wartością jest zatem to, c o j e s t w a r t o ś c i o w e ( wyszczególnienie autora - K.W. ), dokładniej zaś c o j e s t c o ś w a r t e w przymiotach danych podmiotowi". A dalej: "Nie jest więc wartość ani tym samym co jej nośnik, nie jest też jedną z licznych cech nośnika, nie jest wreszcie składnikiem treści przeżycia podmiotowego. Wartość jest czymś swoistym i nieredukowalnym do czegokolwiek innego, sprowadza się zaś do tego, co z przedmiotu <przenosi się> do podmiotu budząc odpowiednie reakcje w akcie aksjologicznym"8 Jak również: "Nośnikiem wartości może być dowolny przedmiot, jeśli tylko dysponuje odpowiednimi właściwościami i jeśli istnieje podmiot, który przez relację z tym przedmiotem zdolny jest do otwarcia się na te właściwości, traktując je jako aksjologicznie nieobojętne"9
Przedmiot jest zatem w relacji podmiotowo-przedmiotowej nośnikiem wartości urzeczywistnianych przez podmiot. Ale czego dokładnie jest nośnikiem? W tym miejscu pojawia się pewna niejasność. Relacjonizm aksjologiczny nie godzi się na subiektywizm, ale popada w niejasność gdy chce jednocześnie uniknąć absolutyzmu. Przedmiot zawiera w sobie pewne cechy , które to odbiera podmiot, gdy się na nie "otworzy". Czym są te cechy? Nie są ukrytą potencją, nie są tym bardziej śladem bożego palca; pozostaje więc uznać je za jakości zupełnie materialne i dane w rozciągłej powłoce rzeczy. O ile taką wartość jak "smaczność" obiadu da się faktycznie ustanowić na podstawie danych nam właściwości smakowych, o tyle "dobra" czy "piękna" niepodobna dostrzec w przedmiotach bez uprzedniej znajomości czym jest "piękno". Takie jednak Platońskie rozumowanie uznali by relacjoniści za błąd, zgodnej ze swym podstawowym dogmatem, że wartości są tylko jednostkowe. Ingarden pisze "Wartość czegoś nie jest wprawdzie samodzielnym przedmiotem, [...] ale stanowi pewną istność ( entitas ) o całkiem szczególnej strukturze".10 Pisze także, iż wartość "wyrasta z samej istoty danego przedmiotu".11 W rozumieniu Ingardena cechy te nie przynależą do materialnej struktury. Czym jest owa szczególna "istność"? Czym jest owa tajemnicza "istota"? Co ma na myśli Lipiec pisząc, że piękno "jest wartością wtedy, kiedy rzeczywiście jest piękne"? O ile obiad jest faktyczne smaczny gdy działa odpowiednio na nasze kubki smakowe, gdy zachodzi jakaś określona reakcja chemiczna, o tyle piękno tortu podanego na deser nie jest nam dane "jako piękno" poprzez tego tortu kunsztowną formę. Taka czy inna forma wydaje nam się "piękna", ale w żaden sposób nie może nam się to objawić tak jak objawia nam się smak. Piękno więc musi tkwić samej rzeczy jako coś "swoistego", czy też, jak chciał Ingarden, jako "istota" tej rzeczy. Forma odnosi nas do "istoty" danej rzeczy, i dzięki tej "istocie" objawia nam się jako piękna.
Jeśli ogołocimy przedmioty z "istoty", ograniczymy jedynie do walorów danych empirycznie, tym samym pozbawiamy się podstaw do jakiegokolwiek wartościowania. Cóż bowiem innego mogłoby sprawiać , iż dane własności fizyczne traktujemy jako wartościowe ( pozytywnie bądź negatywnie - piękne lub szpetne )? Platon napominał, iż należy "rozróżnić, że czymś innym jest przyczyna czegoś, co istnieje, a czymś innym to, bez czego przyczyna nie mogłaby być przyczyną".12
Prof. Lipiec pisze: "Piękno danej kobiety ma jednak pewnością wiele punktów stycznych z wartością urody innych niewiast, co daje podstawę do stworzenia pojęcia wartości <piękna w ogóle kobiety w ogóle>". A dalej: "Problem zasadniczy tkwi bowiem w kwestii, czy piękno <w ogóle> kobiety <w ogóle> jest aby naprawdę wartością, skoro na pewno wartościowość piękna skonkretyzowanego tkwi zawsze i tylko w realnej, konkretnej kobiecie"13
Dochodzimy tu do klasycznego sporu o "powszechniki". Czy piękno "w ogóle" jest uogólnieniem piękna "szczegółowego", czy też piękno "szczegółowe" jest pięknem, dzięki pięknu "w ogóle", które się w szczególe w jakiś sposób zawiera?
Mamy więc, idąc za przykładem prof. Lipca, kobietę jako pewien u k o n s t y t u o w a n y byt, w którym dostrzegamy podobieństwo do innych bytów - kobiet. Dostrzegamy i uogólniamy pewne pozytywne przymioty dane empirycznie w zewnętrzności niewiast, aby stworzyć obraz idealny, nie do końca uściślony, który nazwiemy "piękną kobieta" bądź "ideą pięknej kobiety". Bez odpowiedzi pozostaje jednak pytanie, co skłania nas do zakwalifikowania pewnych cech, jako pozytywnych, oraz odrzucenia innych jako negatywnych bądź obojętnych. Nie mogą to być te cechy, które sprawiają każdemu z osobna estetyczną przyjemność, tak jak każdemu z osobna sprawia przyjemność, albo nie, dana potrawa, bo wówczas "idea pięknej kobiety" nie byłaby niczym więcej jak pewną umową - w żadnym wypadku wartością niesubiektywną. Żeby więc pomysł, aby wartościowanie oprzeć na relacji podmiotowo-przedmiotowej uchronił nas od subiektywizmu, winniśmy oprzeć tę relację nie na jakichś przymiotach dostępnych poprzez zmysły, ale na tym co Ingarden nazwał "istotą". Istota ta to właśnie "wartościowość" rzeczy. Jeśli więc "wartościowanie" oprzeć na "wartościowości", bez odpowiedzi pozostaje pytanie cóż to jest naprawdę ta "wartość" zawarta w istocie? Albo czym jest i s t o t a , która jest wartością?
Pytanie o "istotę" odnosi nas do tego, co nie jest nam dane bezpośrednio w naszym akcie percepcyjnym, do tajemniczego wnętrza rzeczy - wnętrza, które o rzeczy stanowi; wnętrza, które stanowi o tym, iż rzecz i s t n i e j e w jakimś trwałym porządku istnienia. "Istota" odnosi nas do mitycznego porządku, w którym istnienie jest u s p r a w i e d l i w i o n e. Pragnienie dotarcia do "istoty rzeczy" jest wyrazem odwiecznego, rzec można, poszukiwania trwałości w płynącej rzece; owa rzeka jako jedyne dane nam objawienie bytu, nie wystarcza i nie spełnia naszych oczekiwań. Jedyną alternatywą dla pytania o istotę, jest odrzucenie samego pytania. Pisze Kołakowski: "Jeśli tedy krytyka filozoficzna anuluje tradycyjne pytanie o obecności rzeczy <poza> percepcją, jako pytanie nie nadające się do rozstrzygnięcia, a właściwie do poprawnego wypowiedzenia, to jednak nie potrafi usunąć potrzeby, która pytanie to ożywia. Obecna jest bowiem potrzeba dysponowania narzędziem myślowym odnoszącym się do <istnienia> w sensie niewarunkowym (...), a każde zaspokojenie tej potrzeby jest praca mitotwórczą"14 "Istota", jako trwały element rzeczy odnosi nas do mitu!
Gdy zakładamy, że wartości urzeczywistniają się w relacji podmiotowo-przedmiotowej, za fakt oczywisty uważamy, a więc milcząco zakładamy to, iż zarówno przedmiot jak i podmiot i s t n i e j ą.
Co znaczy, że przedmiot istnieje? Co znaczy, że coś jest przedmiotem? Nic innego, jak to iż jest jakąś trwałą w miarę konstrukcją, która ma jasno określone miejsce w p o r z ą d k u i s t n i e n i a. Przedmiotem nie jest płynąca bez celu rzeka, potok niezorganizowanej materii zawieszonej w chaosie. Z potoku, czy też z chaosu możemy wyodrębniać przypadkowe przedmioty, nazywać je, unieruchamiać, jak widział to Bergson, ale doprawdy trudno w tych p r z y p a d k o w o u p r z e d m i o t o w i o n y c h zbiorowiskach materii dopatrywać się jakiejkolwiek "istoty", jakichkolwiek cech, które mogłyby się stać podstawą pod n i e p r z y p a d k o w e wartościowanie. Przedmiot musi więc być bytem ukonstytuowanym, bytem tożsamym ze sobą o oddzielonym od innych bytów; bytem którego bytowanie jest u s p r a w i e d l i w i o n e. Usprawiedliwienie istnienia przynależy zawsze do świata mitu, bo w dostępnych naszej percepcji danych nie znajdujemy nic co by wskazywało odpowiedź na pytanie "dlaczego jest raczej coś niż nic?"
Przedmiot w naszym rozumieniu jest tez samoistny - n i e w a r u n k o w y, a więc istniejący jako taki, nie zaś tylko jako część zbioru. Aby móc coś twierdzić o przedmiocie, że jest wartościowy czy też nie, winniśmy wpierw upewnić się, że ten przedmiot j e s t , nie zaś j e s t j a k i ś. Kołakowski pisze: "W rzeczy samej, początek owej decyzji, mocą której świat wymaga tłumaczenia i jest niewytłumaczalny, wydaje się prosty. Wyrasta z zastanowienia nad innym użyciem wyrazu <jest> aniżeli to, które odsyła rzecz do klasy abstrakcyjnej" A dalej: "Empiryczny użytek nigdy nie zdaje sprawy z tego, czym jest <być>, lecz zawsze z tego, co należy do jakiego zbioru"15 Pragnienie uchwycenia istnienia niewarunkowego jest niezbywalną częścią konstytucji ludzkiej - pragnieniem, które odnosi nas do niewarunkowej rzeczywistości mitycznej.
Jeśli tedy przedmiot w relacji podmiotowo-przedmiotowej ma być istnieniem ukonstytuowanym, istnieniem nieprzypadkowym, oraz niewarunkowym, oraz jeśli przedmioty "wyposażone są" w "istotę" stanowiącą o wartościowaniu, to cała idea "przedmiotu" odnosi nas do rzeczywistości mitycznej.

2. Mit w idei podmiotu

Pytanie, którego nie sposób uniknąć, chyba że uznać je za niewłaściwie sformułowane i niesensowne, brzmi następująco: jeśli podmiot ustanawia wartości to co ustanawia podmiot? ( przez co podmiot jest ustanawiany? )
Czym jest podmiot, albo czym musi być byt, aby go uznać za podmiot ustanawiający? Zakładamy więc, iż jest bytem s a m o i s t n y m , w o l n y m i ś w i a d o m y m swej samoistności, świadomym swej wolności.
Wracamy tu do zagadnienia istnienia n i e w a r u n k o w e g o. "Ja" istnieję tylko jako twór ukonstytuowany, nie jestem tylko przypadkowym zlepkiem materii, jestem "całością" opartą w świecie, jestem istnieniem u s p r a w i e d l i w o n y m i świadomym, a więc znajdującym się w stanie odseparowania od reszty istnień i potrafię zdać sobie sprawę z tego odseparowania. Świadomość jest zatem świadomością pośród rzeczy - istnień niewarunkowych, usprawiedliwionych. Mogę zdać sobie sprawę ze swojego istnienia jedynie w opozycji do świata usprawiedliwionego w swym istnieniu, osadzonego w swej "istocie", samemu będąc osadzonym we własnej "istocie", odnoszącej mnie do trwałego porządku rzeczy. Świadomość "ja", prawdziwe odseparowanie mnie od reszty istnień, nie mogłyby zaistnieć w bezsensownym potoku materii w żaden sposób niezorganizowanej, bo samo rozdzielenie "ja- świat" zakłada pewien porządek.
Jestem też, jako podmiot ustanawiania, bytem w o l n y m, tj. niezależnym od wpływów odseparowanego ode mnie świata. Wolność zakłada, że człowiek " jest właściwym źródłem tego, iż jest taki właśnie, jakim się ujawnia". Tymczasem doświadczenie siebie jako bytu wolnego "nie jest przekazywalne jako opis prawomocny" 16 " Obecność wolności, jak jest poza horyzontem myśli naukowej, jest również nieznacząca z punktu widzenia technologicznego stosunku do świata. Jest niezbywalną częścią obcowania naszego jako osób"17 Wolności nie sposób wywnioskować z jakiegokolwiek doświadczenia. Żadne badanie doświadczenia nie daje nam podstaw do przekonania, iż działania nasze, jak również nasze myśli, są w istocie "naszymi" myślami czy działaniami, nie zaś jedynie przypadkową sumą wpływów biologicznych, społecznych czy innych. Również odnosząc się do Drugiego zakładam, z punktu widzenia nauk empirycznych zupełnie bezpodstawnie, że jest on bytem wolnym, uczynki zaś przez niego popełnione - dobre, bądź złe - są naprawdę jego uczynkami. Każde wartościowanie działań ludzkich, każdy akt ustanawiania wartości traci sens w chwili gdy tracimy mityczne przekonanie o własnej i innych wolności.

Jeśli więc wolność i usprawiedliwione istnienie podmiotu jest warunkiem zaistnienia prawomocnej relacji podmiotowo-przedmiotowej; jeśli także niewarunkowa i ukonstytuowana, a więc nieprzypadkowa obecność przedmiotu jest warunkiem zaistnienia nieprzypadkowej relacji podmiotowo-przedmiotowej, oraz jeśli przedmiot obdarzony jest "istotą" "przemawiającą" do podmiotu; to relacja podmiotowo-przedmiotowa, jak każde właściwie pojęte wartościowanie odnosi nas do rzeczywistości mitycznej, choć w sposób bardziej zawiły.

Konkluzja

Powyżej dokonaliśmy możliwie najbardziej skrótowego oglądu najważniejszego zagadnienia aksjologii, a mianowicie pytania: czy wartości istnieją, a jeśli, to jak istnieją? Poprzedziliśmy to uproszczoną diagnozą społeczną aby wskazać ogromną potrzebę rozważań nad wartościami we współczesnym świecie, który nie zawsze właściwie wartości pojmuje. Nieporozumienia i nieporządek w pojmowaniu wartości znajduje swe odzwierciedlenie zarówno pośród tzw. Ogółu, jak i pośród filozofów. Filozofowie w swej pracy programowo chcą polegać na swym rozumie doczesnym, stąd nader często nie godzą się uznanie sfery tajemnej; sfery, która przecież powołała ich do tego niewdzięcznego zawodu. Do tej sfery niewątpliwie należą wartości. Nie ważę się osądzać czy i jak  one istnieją. Powtarzam jedynie to, co określiłem jako główną tezę powyższego tekstu: wiara, czy przekonanie, nie zawsze uświadomione, o istnieniu wartości absolutnych, jako że odnoszących człowieka do ponadludzkiego sensu, jest niezbywalnym elementem konstytucji człowieka - rzec można głównym jej zapisem.
Wartości zawsze odnoszą nas do usprawiedliwiającej nasze i świata istnienie rzeczywistości mitycznej , wszelkie próby zanegowania tego faktu kończą się aksjologicznym nihilizmem, bądź nieświadomie na tym fakcie polegają. "Wszechobecność mitu odsłania się przeto w nieuchronnym czerpaniu z jego zasobów również w aktach, które z odtrącenia mitu czynią wartość"18
"Wartość konkretu jest bowiem do przyjęcia tylko wtedy, gdy wartość wyprzedza wszelki konkret, gdy jest, zanim jest wcielona"19

Konrad 
referat nadesłany przez KN "Arche"

Przypisy
1. Opieram się tu na podziale wyłożonym przez Bogdana Ogrodnika w książce p.t. Ingarden z serii Myśli i Ludzie, Wiedza Powszechna; Warszawa, 2000; s. 125
2.  Obydwa podziały zaczerpnięte są z książki Józefa Lipca p. t. Świat wartości; cytaty ze strony 42
3.  Leszek Kołakowski, Obecność mitu, Wrocław, 1994; s. 33
4.  tamże, s. 25
5.  tamże, s.8
6.  tamże, s.9
7.  tamże, s.10
8.  Józef Lipiec Świat wartości; Kraków, 2001; s. 49
9.  tamże, s.33
10. Roman Ingarden, Studia z estetyki, t. III, s. 231
11. ** tamże, s.234
12. Platon, Fedon,
13. Józef Lipiec, Świat wartości, s.50
14. Leszek Kołakowski, Obecność mitu, s.23
15. tamże, s.61
16. tamże, s.63
17. tamże, s.64 18 tamże, s.67
19. tamże, s.65

 

  góra strony 

| Ustaw stronę jako startową
Copyright: @Pismo 2002-2004 Webmastering&Design: