ŚREDNIOWIECZNE SKRYPTORIUM W AKADEMII
PEDAGOGICZNEJ
Tradycje pisania i iluminowania ksiąg sięgają
starożytności. W formie papirusowych zwojów z
modlitwami umarłych, glinianych tabliczek z
pismem piktograficznym, jedwabnych tkanin z
ideogramami, starożytny świat Egiptu,
Mezopotamii i Chin zapisywał swe myśli i
uczucia. Grecy, przejmując pismo alfabetyczne od
ludów fenickich, udoskonalili znaną od II w.
p.n.e. formę kodeksu, który do końca V w.
zapanował niepodzielnie, upowszechniając na
pergaminowych kartach dzieła Homera i
Wergiliusza, a także nową wiarę chrześcijańską.
Początkowo pisano i kopiowano kodeksy w
skryptoriach przy bibliotekach - Amenhotepa w
Egipcie, Assurbanipala w Mezopotamii, Ptolemeusza
I Sotera w Aleksandrii - potem, od IV w., kiedy to
cesarz Teodozjusz podzielił rzymskie imperium, również
w klasztorach Zachodu i Bizancjum, gdzie zgodnie z
regułą zakonną czynili to mnisi. Bazylianie w
klasztorze Studion w Konstantynopolu, benedyktyni
we włoskim Monte Cassino sprawili, że chrześcijańskie
klasztory stały się odtąd ośrodkami produkcji
i przechowywania rękopisów, w których oprócz
starożytnych oracji filozoficznych zaczęły
pojawiać się treści teologiczne, a także
literatura świecka z dziedziny matematyki,
przyrody, medycyny, historii czy prawa. W zaciszu
klasztornych murów mnisi przepisywali i
iluminowali kodeksy, które później wraz z akcja
misyjną docierały do najdalszych zakątków
Europy, dając początek nowym zgromadzeniom i
powodując rozprzestrzenianie się nowej wiary.
Książka, będąca jeszcze wówczas przedmiotem
luksusu dostępnego jedynie wybranym mnichom czy
wykształconym władcom, stawała się przekazem
myśli, kultury, nowości w sztuce - sama będąc
przecież dziełem sztuki, łączącym w sobie
pierwotne wzory kultury pogańskiej z przepychem
Bizancjum i nowożytnymi trendami zapoczątkowanymi
przez chrześcijaństwo.
Sztuka rękopisarska doskonaliła się, rozwijała
i zmieniała kilka następnych wieków. Akwizgrańska
szkoła pałacowa Karola Wielkiego od VIII wieku,
potem renesans ottoński od X wieku, wyniosły ją
na wyżyny zarówno pod względem estetyki
pisarskiej, jak i zdobniczej. Wytworzyła się wówczas
elita intelektualna rozmiłowana w sztuce i
poezji, ceniąca piękną książkę, kolekcjonująca
ja, dająca początek kultowi, który rozwinie się
również w dobie włoskiego renesansu. Rozwinie
się, aby wkrótce, wraz z wynalazkiem ruchomej
czcionki drukarskiej ustąpić miejsca książce
taniej, masowej, czarnej od drukarskiej farby i
pozbawionej wszelkich ozdób oprócz
drzeworytowych ramek strony tytułowej.
Ocalałe z wojennych zawieruch i ognia
kontrreformacji rękopisy, chronione pieczołowicie
w klasztornych bibliotekach, zbiorach królewskich
i muzeach, na zawsze pozostaną już tylko echem
świata, który nie żył tylko chwilą i
pozostawił nam to, co uważał za najcenniejsze -
pragnienie pełni życia z Bogiem, spokoju,
harmonii, refleksji nad pięknem. Pozostawił książkę,
której tak naprawdę już dziś nie znamy, jest
ona bowiem dostępna jedynie tym nielicznym,
prowadzącym badania dziejów literatury czy
historii sztuki. A do specjalistycznej wiedzy
docierają tylko zainteresowani.
Odbywający się w Krakowie Festiwal Nauki, stał
się doskonałą okazją spojrzenia na średniowieczną
książkę z perspektywy skomputeryzowanego świata
XXI wieku. W zaaranżowanym skryptorium, przez
kilka godzin toczyła się praca
pisarsko-iluminatorsko-introligatorska, z udziałem
niezwykle skupionych dzieci, ich rodziców oraz
studentów, członków koła naukowego
"Bibliolog", działającego w IINiB
Akademii Pedagogicznej w Krakowie.
 |
Dzieci iluminowały inicjały, młodzież próbowała
swych sił w pisaniu gotykiem, mamy pomagały
ozdobić aksamitną oprawę kolorowymi,
jubilerskimi kamieniami i złotymi tasiemkami.
Idea średniowiecznego rękopisu, zrealizowana w
epoce książki elektronicznej, potwierdziła ciągłość
jej bytu, połączyła współczesnych jej twórców
z dawnymi, sprawiła, że inaczej spojrzeli oni na
historię i jej dziedzictwo.
Studenci
odpowiadali na pytania zadawane przez zwiedzających
i opowiadali dzieje książki. Wszyscy mieli okazję
zobaczyć etapy produkcji rękopisu, uświadomić
sobie jak pracochłonne i drobiazgowe były to
czynności i jak daleko nam, współczesnym
do średniowiecznego |
|
człowieka - cichego, skupionego, pracowitego,
wytrwałego. W rozmowach z rodzicami pojawiały się
bowiem refleksje na temat pędzącego,
chaotycznego życia, niemożności skupienia
uwagi, hałasu zagłuszającego myśli - nie tego
chcieliby dla swoich dzieci i mimo, że nie
chcieliby przecież powrotu średniowiecza, tęsknią
za czymś nieuchwytnym, poszukują tej równowagi,
która wówczas wieńczyła benedyktyńską pracę
i wewnętrzny spokój z radością pięknej książki.
Sobotnie spotkanie z rękopisem było, być może
dla wielu, kolejnym etapem takich poszukiwań. A
dla innych okazją do ujrzenia powszechnie znanej,
dostępnej książki, w innym, niecodziennym
wydaniu, we współczesnej scenerii namiotowych
ekspozycji, choć w towarzystwie starych,
krakowskich murów ulicy Gołębiej. |
tekst i zdjęcia:
Dorota Kamisińska
BIBLIOGRAFIA:
K. Głombiowski, H. Szwejkowska: Książka rękopiśmienna
i biblioteka w starożytności i średniowieczu.
Wyd. 3. Warszawa PWN 1983.
Nowa Encyklopedia PWN. Wyd. 1. Warszawa PWN 1995.
 |
Już po studiach? Wybierz następne!
|
Studia podyplomowe są organizowane przez prywatne
i państwowe szkoły wyższe, a także inne
instytucje edukacyjne - firmy szkoleniowe, placówki
naukowo-badawcze. Dla wszystkich to dobry interes,
bo popularność "dokształcania" co
roku wzrasta.
Jeszcze w 1988 tylko 6,5% Polaków miało wyższe
wykształcenie. Dyplom magisterski czy inżynierski
wystarczał do podjęcia interesującej, dobrze płatnej
pracy. Jednak młodzi ludzie zorientowali się, że
pracodawcy zaczęli powszechnie wymagać ukończenia
szkoły wyższej i coraz więcej osób decydowało
się na podjęcie studiów. W tej chwili - według
Narodowego Spisu Powszechnego z 2002 roku - już
co dziesiąty Polak może legitymować się
dyplomem, a z roku na rok liczba ta będzie
wzrastać. Zarazem znacznie zmniejszyła się
liczba wolnych miejsc pracy, o które rywalizuje
coraz więcej kandydatów.
Dyplom magistra przestał być przepustką do
kariery. Od kandydatów coraz częściej oczekuje
się głębszej wiedzy, niż oferuje uczelnia
studentom. Nie wystarcza już "mgr" czy
"inż." przed nazwiskiem i dobra znajomość
języka angielskiego. Przydatne jest nie tylko doświadczenie,
ale i teoretyczna wiedza, zdobyta na
specjalistycznych kursach - np. na studiach
podyplomowych.
Studia podyplomowe to zwykle roczne lub
dwuletnie kursy przeznaczone dla osób z wyższym
wykształceniem, które chcą zgłębić wiedzę w
danej dziedzinie. Na ogół przeznaczone są dla
tych, którzy kończyli kierunek inny niż studia
podyplomowe. Np. absolwent socjologii czy zarządzania
niewiele skorzysta z kursu z zarządzania zasobami
ludzkimi. Taki kurs przyda się na pewno ekonomiście
czy prawnikowi, którzy muszą zająć się
zawodowo sprawami "personalnymi".
Przepustka do kariery
Najbardziej pewną inwestycją - bo tak należy
traktować naukę podyplomową - są studia typu
MBA, czyli Master of Business Administration. To
zajęcia dla menedżerów, którzy chcą rozwinąć
swoje umiejętności zarządzania i zwiększyć
wiedzę, przede wszystkim dotyczącą rozwiązywania
konkretnych problemów biznesowych, związanych z
działaniem przedsiębiorstwa.
Przeważająca większość studiów MBA jest
prowadzona przez polskie uczelnie we współpracy
ze szkołami z Wielkiej Brytanii i Stanów
Zjednoczonych. Zajęcia odbywają się na ogół w
języku angielskim, a na zakończenie słuchacz
otrzymuje dwa dyplomy - szkoły polskiej i
zagranicznej. Można też znaleźć kursy MBA
prowadzone w języku niemieckim czy francuskim.
Chętni do wzięcia udziału w kursie MBA muszą
spełnić zwykle dwa warunki - legitymować się
doświadczeniem zawodowym na stanowisku
kierowniczym (ale nie wszystkie szkoły tego
wymagają), a także mieć odpowiednie środki
finansowe. Studia MBA to najdroższa forma nauki
podyplomowej, kosztująca od kilku tysięcy dolarów
w górę. To bariera czasem nie do przeskoczenia
dla części zainteresowanych, ale zanim się
zrezygnuje, warto uświadomić sobie dwie rzeczy.
Po pierwsze, tytuł MBA niemal gwarantuję pracę.
Po drugie, niektóre uczelnie współpracują z
bankami, które przyszłym studentom udzielają
preferencyjnych kredytów na opłacenie nauki (np.
w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej).
Nie tylko zarządzanie
Studia podyplomowe nie są przeznaczone tylko dla
tych, którzy w przyszłości chcą czymś zarządzać.
Absolwenci studiów wyższych mogą wybierać co
roku spośród kilkuset propozycji różnych kursów,
z różnych dziedzin, prowadzonych na różnych
uczelniach. Można wybrać bardzo ogólne studia
podyplomowe z zakresu marketingu, jak i pogłębiać
swoją wiedzę na temat psychologii zachowań
rynkowych. Jeszcze bardziej specjalistyczne kursy
znaleźć można na uczelniach technicznych - np.
"Eksperymentalne i numeryczne kształtowanie
niezawodności elementów maszyn" na
Politechnice Wrocławskiej. Nie ma teraz w
zasadzie takiej dziedziny wiedzy, w której nie możnaby
się dokształcać na studiach podyplomowych. I na
ogół każdy, spełniający określone warunki,
może w takich zajęciach brać udział. A warunki
są zwykle dwa - ukończone studia wyższe oraz wpłata
za pierwszy semestr nauki.
Rozpiętość cen studiów podyplomowych jest
bardzo duża. W mniejszych miejscowościach, na
mniej znanych uczelniach, studia podyplomowe z mało
"rynkowego" kierunku mogą kosztować i
kilkaset złotych za semestr. Te najdroższe,
kosztujące nawet dziewięć tysięcy za rok,
organizowane są przez warszawską SGH czy Wydział
Psychologii UW. Ale i w większych ośrodkach
akademickich można znaleźć tańsze propozycje.
Studia podyplomowe z reguły rozpoczynają się
w październiku, czasem też w lutym. Kandydaci
przyjmowani są na ogół według kolejności zgłoszeń,
choć w przypadku niektórych kierunków i uczelni
przeprowadzane są jeszcze rozmowy kwalifikacyjne.
Kursy prowadzone są systemem zaocznym, co
oznacza, że słuchacze spotykają się z reguły
raz na trzy, cztery tygodnie, podczas weekendowych
sesji. Sama organizacja studiów inaczej wygląda
w przypadku studiów podyplomowych w systemie
e-learning. Nie są one jeszcze zbyt popularne,
ale kilka uczelni proponuje już chętnym naukę
bez osobistego kontaktu z nauczycielem i współsłuchaczami
(m.in. Uniwersytet Warszawski). Istnieją również
formy pośrednie, które proponuje np. Polski
Uniwersytet Wirtualny, organizując kursy
internetowe wzbogacone zjazdami poświęcone
zagadnieniom integracji europejskiej.
Zamiast podyplomowych
Według doradców personalnych ukończenie
dodatkowych kursów wyraźnie wzmacnia pozycję
kandydata na rynku pracy. Nie zawsze jednak muszą
to być studia podyplomowe. Dodatkowe kwalifikacje
można zdobyć też w inny sposób. Jednym z nich
jest doktorat.
Stopień naukowy, jaki otrzymuje się po
rozprawie doktorskiej, poświadcza głęboką
wiedzę z danej dziedziny i, przynajmniej
teoretycznie, zatrudnienie doktora powinno być
marzeniem wielu pracodawców potrzebujących
specjalistów. I wielu przypadkach tak jest -
kancelarie prawnicze, banki czy agencje
marketingowe cenią takich kandydatów. Jednak
stopień doktora może być przeszkodą podczas
ubiegania się o pracę na stanowiska
nie-specjalistyczne lub w firmach niewielkich,
gdzie doktor może być postrzegany jako zagrożenie
dla innych pracowników - jako specjalista może
szybciej od innych awansować, "wygryzać",
itp.
Doprowadzenie do obrony rozprawy doktorskiej
jest jednak niewspółmiernie trudniejsze i
bardziej czasochłonne niż udział w studiach
podyplomowych. Nie trzeba być uczestnikiem studiów
doktoranckich, ale ci, którzy się na to
zdecydowali (i udało im się na nie dostać), mają
kilka obowiązków, między innymi prowadzenie zajęć
ze studentami. Rzadko podczas studiów
doktoranckich można pozwolić sobie na pełnoetatową
pracę, a w przypadku pobierania stypendium - jest
to właściwie niemożliwe. Finansowa bariera może
być tu przeszkodą nie do pokonania. Poza tym
pisanie doktoratu zajmuje z reguły 4-5 lat, a nie
1-2, jak w przypadku studiów podyplomowych.
Międzynarodowe kwalifikacje zawodowe
Inną możliwością podniesienia kwalifikacji
jest udział w kursach nieco podobnych do studiów
podyplomowych, zwłaszcza typu MBA. Na świecie
działają również instytucje, które wydawanymi
przez siebie certyfikatami poświadczają, że
osoby, które zdały egzaminy, mają określoną
wiedzę i umiejętności. Najbardziej znane w
Polsce są kwalifikacje finansowe: ACCA, CIA, CFA
i marketingowe, np. CIM. Do egzaminów
przygotowuje w Polsce kilka firm, które od słuchaczy
pobierają opłaty zbliżone do kosztów studiów
MBA. W zamian, w przypadku zdania wszystkich
egzaminów, uczestnik otrzymuje dyplom znany i
ceniony w wielu krajach, przede wszystkim
europejskich i w Stanach Zjednoczonych.
Absolwenci studiów wyższych mają wiele możliwości
podnoszenia swoich kwalifikacji. W zależności od
kierunków, jakie ukończyli, możliwości
finansowych, potrzeb - wybierać mogą spośród
setek propozycji. Jak wybrać, żeby nie żałować?
Czy warto inwestować kilkadziesiąt tysięcy złotych
w certyfikat? Co daje ukończenie studiów
podyplomowych? Czytajcie w dalszej części
"Przewodnika Podyplomowego".
Tekst udostępniony przez
serwis edu.pracuj.pl
Nagrodzony
referat z I Forum Filozowicznego
REFERAT NADESŁANY PRZEZ
KOŁO NAUKOWE "ARCHE"
działające przy Instytucie Filozofii i
Socjologii AP
WSTĘP
Jedynym sądem, jak sądzę, bezwzględnie
pewnym w filozofii jest twierdzenie o genetycznej
rzec można "niedowodliwości" wszelkich
naszych twierdzeń. Cokolwiek więc myślisz, to i
tak tego nie udowodnisz, bądź odwrotnie:
jakikolwiek nonsens spłodzisz, to z pewnością
znajdziesz w orężu rozumu, oraz pośród metod
naukowych, sposób aby go udowodnić. Zaznaczam więc
na początku, iż nie mam ambicji wykazywać, co w
świecie istnieje, czy też "jak jest".
Zamierzam jedynie wskazać najważniejsze nurty
refleksji aksjologicznej, wymienić najważniejsze,
towarzyszące owym nurtom wątpliwości, oraz
sformułować pewną tezę o statusie wartości w
ogólnoludzkiej kulturze. Wprowadzenie tu określenia
"ogólnoludzka kultura" nie jest próbą
unifikacji czy zaprowadzenia przymusowej jedności
pośród niezliczonej liczby religii, kultur, światopoglądów
czy obyczajów, ale wyciagnięciem na światło
dzienne fundamentalnych założeń każdej
kultury. Z konieczności poniższe omówienie jest
raczej skrótowym zaznaczeniem pewnego problemu,
jeszcze bardziej skrótowym omówieniem
najbardziej nas tu interesującego nurtu refleksji
aksjologicznej; przede wszystkim zaś jest zachętą
do szukania odpowiedzi na pytania postawione, jak
również do szukania nowych pytań.
Punktem wyjścia dla naszych rozważań jest
kondycja rozważań aksjologicznych dziś.
Refleksja nad wartościami, jak mogłoby się
zdawać, kwitnie wokół nas, w znacznym stopniu
dzięki licznym tych wartości pogwałceniom. Częste
są dyskusje na temat demokracji, praw mniejszości,
praw człowieka, fundamentalizmu i totalitaryzmu,
wartości kobiety, wartości człowieka
nienarodzonego, wartościowej i nie-wartościowej
twórczości, wartości miłości, odpowiedzialności,
wartościowych czynach, wartościowym wykształceniu,
wartościowych pomysłach i koncepcjach
politycznych czy ekonomicznych, jak również o
wartościowej diecie. Żyjemy we wszechświecie
wartości i jest to fakt niemalże namacalny.
Wszystkie te dyskusje mieszają się jednak ze sobą,
żonglują pojęciem wartości, traktują je
instrumentalnie, z rzadka tylko zastanowiwszy się
czy ta "wartość" jako taka, w swej
istocie jest i jak wartości się między sobą
dzielą. Czasem można odnieść wrażenie, iż
wartościowanie w sferze kulinarnej jest tym samym
co wartościowanie w sferze politycznej,
ekonomicznej czy społecznej, razem zaś są owe
wartościowania tym samym co wartościowanie w
sferze egzystencjalnej i moralnej.
Przedstawiona wyżej obserwacja obecnej
rzeczywistości skłania mnie do podjęcia próby
wykazania, że istnieje fundamentalny dla człowieka
porządek wartości, z których jedne musze być
absolutne, a inne do nich się odnoszą.
Najważniejsze zagadnienia aksjologii
Zasadniczy spór w aksjologii jest następujący:
według jednych wartości istnieją, według
innych nie istnieją. Ta druga grupa nie wymaga
szczególnego omówienia bo omawiać można
jedynie coś co posiada jakąś konstrukcję, którą
to konstrukcję gotowi jesteśmy podziwiać bądź
krytykować. Ów absolutny nihilizm aksjologiczny,
jak każdy nihilizm, dąży do braku jakiejkolwiek
konstrukcji. Przyjęcie konstrukcji było by
sprzeczne z podstawową ideą. Dążenie to jest
beznadziejne, bowiem wszystko co mówimy,
wypowiadamy, posiada już konstrukcję, choćby z
tego tytułu, że to wypowiadamy. Sami się więzimy
w ramach języka i odpowiednich pojęć. Będąc
nihilistami, jakikolwiek sąd wypowiemy, przeczymy
sobie. Ponadto, jak zauważył Kołakowski, i o
czym będzie jeszcze okazja wspomnieć, jedyną możliwością
wypowiedzenia sądu, że "nic nie ma"
jest zaprzeczenie istnieniu, tego co inni uważają
za istniejące - zanegowanie zastanej kultury. Sąd
nihilistyczny przeczy sobie będąc sądem, a poza
tym jest negatywnie uzależniony od odrzucanej
kultury - jest czystą negacją i niczym więcej,
a więc ideą, która nie może stanowić
fundamentu do dalszych rozważań. Zajmijmy się
więc tymi ideami, które istnienie wartości, choć
bardzo rozmaicie pojmowanych, uważają za jakiś
mniej lub bardziej trwały element naszej ludzkiej
konstytucji. Dzielą się oni przede wszystkim na
dwie opozycyjne formacje:
jedni uznają wartości za absolutne oraz istniejące
niezależnie od człowieka i jego zapędów do
ustanawiania i obalania;
drudzy natomiast źródła wartości upatrują właśnie
w człowieku.
Pierwsze z wymienionych tu przekonań jest odporne
na wszelkie próby obalenia, jak również nie
daje się w żaden sposób przekonująco udowodnić.
W pewnym sensie stanowi - możemy tak powiedzieć
- dziedzictwo religijne w naszej świeckiej
kulturze. Jest przy tym niezbywalną częścią
tej kultury, oraz, jak sądzę, jedynym jej
elementem pełnoprawnie i bezsprzecznie "sensotwórczym".
Przekonanie o absolutności i niepodległym
"bycie" wartości, choć go nie sposób
dowieść, usytuowane jest na wygodnej pozycji, w
sferze, której w ogóle dowodzić niepodobna, i z
wysokości swego "ponad-doczesnego"
stanowiska kąsa opozycyjne mniemania pytaniami,
na które w ramach tychże mniemań, można
ostatecznie "odpowiedzieć", jedynie
odrzucając same pytania jako niesensowne.
Pośród wypatrujących wartości w człowieku
odnajdujemy w pierwszym rzędzie idealistów
absolutnego samostanowienia, których często myli
się z nihilistami. Różnią się oni jednak tym,
iż uznają jedną jedyną powinność - posłuszeństwo
sobie. Ja ustanawiam wartości, aby następnie się
do nich stosować, bądź je modyfikować.
Nihilista prawdziwy nawet sobie zaprzecza; nie ma
prawa - gdy chce być wierny podstawowej idei, że
"nic nie istnieje" - do uznania swego
"ja" za substancję, byt w jakikolwiek
sposób ukonstytuowany. Ów subiektywizm, często
mylony przez samych subiektywistów z nihilizmem,
szerzy się szczególnie pośród zbuntowanej młodzieży,
rzadziej w murach szacownym instytucji naukowych.
Filozofowie, stroniąc od skrajności, starają się
znaleźć kompromis, między aksjologicznym
subiektywizmem buntowników, a wyższością i
nieugiętością - nazwijmy ich - aksjologicznych
absolutystów". Kompromis, którym się tu
zajmę wywodzi się, za pośrednictwem Ingardena,
z fenomenologii, formę zaś obecną, którą
postaramy się poddać cząstkowej krytyce nadał
jej prof. Józef Lipiec z UJ w serii artykułów
składających się na wydaną niedawno pozycję
p.t. "Świat wartości". W refleksji nad
wartościami skupia się na tworzącej je relacji
p r z e d m i o t o w o - p o d m i o t o w e j,
czyli relacji człowieka z rzeczami. Stąd nazwa:
"relacjonizm aksjologiczny". Nie istnieją
wartości poza relacją przedmiotowo-podmiotową,
a więc pojawiają się tylko przy udziale człowieka
( podmiotu ), nie będąc wszakże jego tworem
zupełnie dowolnym; u r z e c z y w i s t n i a j
ą się bowiem w jego relacji w rzeczami, które są
tych wartości n o ś n i k i e m.
Ostatni podział, jaki będzie dla nas istotny
przy rozważaniu wyżej wymienionych koncepcji, a
który znajduje się w ścisłym związku z
poprzednim, to podział jeżeli chodzi o
"usytuowanie" wartości w
"rzeczywistości" ( "rzeczywistościach"
). Jedni bowiem "sytuują" wartości li
tylko w szeroko pojętym świecie materii, dostępnym
poprzez zmysły, i z tego świata je wywodzą;
inni zaś traktują świat wartości jako
biegunowo odmienny od materialnego, nadrzędny
wobec niego, zakorzeniony w transcendencji, w
rzeczywistości ponadludzkiej, do której człowiek
nieustannie się odwołuje w poszukiwaniu sensu;
rzeczywistości, którą Kołakowski nazwał
"mityczną". I tej poświęcimy tu
szczególną uwagę, jako że do niej odnoszą się
bezpośrednio bądź pośrednio wszystkie nasze
wartościowania.
Świat mitu
Znaleźliśmy się w miejscu, w którym
przyjmuję własne stanowisko. Moja teza składać
się będzie z trzech części, z których dwie
pierwsze będą w całości odtwórcze, stanowiące
grunt pod trzecią, która nie rości sobie prawa
do najmniejszej choćby odkrywczości, ale
poprowadzi nasze dalsze rozważania w kierunku
analizy dwóch pojęć. Dokładne zbadanie tych
pojęć z punktu widzenia aksjologii jeszcze nie
nastąpiło, a - jak postaram się wykazać - jest
ono niezbędne jeśli mamy o wartościach mówić
bez nieporozumień. Po pierwsze więc niepodobna
zupełnie odmówić jakiejś formy
"istnienia" rzeczywistości mitycznej,
jako niezależnej od człowieka i człowieka
ustanawiającej. Człowiek bowiem niewładny jest
aby samego siebie "ustanowić". A co za
tym idzie: nie sposób uciec z powodzeniem od idei
wartości absolutnych, a więc wyprzedających człowieka
i od niego niezaleznych; nie sposób odmówić
wartościom jakiegokolwiek
"pozaludzkiego" czy "pozakulturowego"
istnienia. W końcu: fundamentalne są dla
aksjologii ( również, jak sądzę, dla każdej
filozofii ) dwa pojęcia: "podmiot" (
wartościujący ), oraz "przedmiot" (
wartościowy ). Analiza metafizyczna tych pojęć
ukazuje ich głęboki "mityczny"
charakter. Można wykazywać niemożność
jakiejkolwiek analizy metafizycznej, odrzucić ją
jako niesensowną, ale taki akt odrzucenia
pozostaje uznać za rezygnację z odpowiedzi na
pytania dla człowieka najważniejsze.
Trudno wyrokować o całości, ale z pewnością
jedną z bardziej w świecie aktywnych tendencji,
jest ta dążąca do wyeliminowania ze sfery
ludzkiej myśli wszystkiego, co się w niej nie
mieści. Nie jest to tendencja nowa, bo nawiedzała
filozofię jak i mniemania potoczne wielokrotnie i
nie raz ukazywała swą jałowość. Nieład we
współczesnych dyskusjach o wartościach bierze
się stąd, iż człowieka nie zawsze wie, gdzie,
jakie wartości usytuować.
Podział wartości
Doszliśmy do momentu w którym rzeczą niezbędną
jest dokonanie podziału samych wartości.
Ingarden wyróżnia trzy podstawowe typy: wartości
witalne ( utylitarne i przyjemnościowe ); wartości
kulturowe ( poznawcze, estetyczne, socjalne );
wartości moralne.1 Choć zaprzeczał on istnieniu
wartości nie-poszczególnych, wszelkie zaś ich
źródło upatrywał w odpowiednich własnościach
przedmiotu, zdawał się być bardziej ostrożny
jeżeli chodzi o formułowanie jednej prawidłowości
dla powstawania czy też trwania w s z e l k i c h
wartości. Szczególnie chodzi tu o wartości m o
r a l n e i e s t e t y c z n e , które należy
bezwzględnie wyłączyć czy oddzielić od tych
powstających "relacyjnie", aby uniknąć
relatywizmu ( ! )
Prof. Lipiec wprowadza podział następujący:
wartości osobowe; wartości społeczne, oraz
wartości ogólnoludzkie. Jak również: wartości
egzystencjalne, "których realizacja decyduje
o istnieniu człowieka (...) i służy jego
egzystencjalnemu bezpieczeństwu"; wartości
nieegzystencjalne ( esencjalne ), "których
realizacja decyduje o specyficznym bytowaniu w świecie";
wartości ornamentalne, czyniące życie ludzkie
"przyjemniejszym, wygodniejszym i piękniejszym".2
Pozwolę sobie, korzystając z powyższych podziałów,
wprowadzić na potrzeby tego tekstu podział własny,
korzystający z tych samych, acz niekoniecznie tak
samo pojmowanych pojęć. Rozróżnijmy więc:
- wartości witalne ( przyjemnościowe, utylitarne
) - jednostkowe i ornamentalne
- wartości esencjalne ( poznawcze, estetyczne,
socjalne ) - kulturowe, ogólne, po części
zmienne i trwałe
- wartości egzystencjalne i moralne - ogólne i
trwałe.
Kolejność jest nieprzypadkowa. Postępując od
wartości egzystencjalnych, absolutnych z samej
ich istoty, mitycznych i konstytuujących człowieka
w jego "podmiotowości" ustanawiającej
oraz rzeczy w ich "przedmiotowości";
poprzez esencjalne czy kulturowe, z których część
( np. estetyczne ) jest absolutna i mityczna na
mocy absolutności egzystencjalnych, część zaś,
również na mocy egzystencjalnych, jest
ustanawiana przez podmiot w relacji podmiotowo -
przedmiotowej; aż do wartości witalnych -
jednostkowych i ornamentalnych, których
ustanawianie, na mocy egzystencjalnych i
esencjalnych, odbywa się w całości w relacji
podmiotowo-przedmiotowej.
W samej istocie "wartości" tkwi
zakorzenione odniesienie do transcendencji. "Świat
wartości jest realnością mityczną. Składniki
doświadczenia, sytuacje i rzeczy, o ile przeżywamy
jej jako wyposażone w jakości wartościowe, przeżywamy
jako uczestniczące w owej realności, która
transcenduje bezwzględnie całość możliwego doświadczenia"3
. Dobrowolne osadzenie siebie w świecie wartości
jest pewnego rodzaju rezygnacją z części wolności.
Dokonuje się więc w imię s a m o o k r e ś l e
n i a w świecie tych wartości, jest
"pragnieniem wykroczenia poza siebie w ł a d
, w którym traktuję siebie jako obiekt o
wyznaczonym zakresie możności". 4 Szczególnie
jest tu ważne "wykroczenie poza
siebie", poza swoją obecność rozumianą
jako bytowanie w czasie i w przestrzeni, pośród
rzeczy zmiennych i nietrwałych. Czy mówienie o
"wykroczeniu poza siebie" w świat sensu
w ogóle jest zasadne, gdy ów "sens"
nie jest "sensem" powszechnie ważnym i
od roszczeń ludzkich niezależnym? Czy dobrowolna
rezygnacja z części wolności, dokonywana w imię
"sensu" mogłaby się dokonywać w imię
"sensu" historycznego, "czasowo
ustanowionego", mniej lub bardziej
powszechnego, a nawet jednostkowego? Zwróćmy
uwagę na samo słowo "sens", lub
pozostające z nim w ścisłym związku słowo
"ład"! Do czego nas odnoszą? Jeżeli
uznamy, iż wkroczenie w świat wartości jest
wkroczeniem w świat sensu, ładu, to ukazuje nam
się istota owego "wkroczenia" - jest
ono wkroczeniem w "świat mitu". W mocy
człowieka bowiem nie leży ustanawianie
"sensu", a to z powodu jego wrodzonej
niedoskonałości i ograniczoności. Niemożność
wykroczenia poza swoją podmiotowość, niemożność
przełamania środkami doczesnymi tej obcości
wobec świata, zniesienia podziału na
"ja" i "resztę", niemożność
uzyskania tożsamości ze światem, pełnego jego
oglądu i pełnego w nim uczestnictwa; to wszystko
sprawia iż w poszukiwaniu sensu musimy odnieść
się do świata "mitu".
Dobrowolne wkroczenie w świat mitu jest wyrazem
odwiecznej ludzkiej potrzeby "rozumiejącego
ogarnięcia realności empirycznych,(...) przeżywania
świata doświadczenia jako sensownego przez
relatywizację do niewarunkowej realności wiążącej
celowo zjawiska". 5 Równie niezmienna i
ustanawiająca całą ludzką kulturę jest
"potrzeba wiary w trwałość wartości
ludzkich". 6 oraz "pragnienie
unieruchomienia czasu fizycznego przez nałożenie
nań mitycznej formy czasu, tj. takiej, która
pozwala w przepływie rzeczy dopatrywać się nie
p r z e m i a n y lecz k u m u l a c j i" (
wyszczególnienie autora ) 7 Żadna filozofia czy
ideologia na rozumie oparta i nie odwołująca się
do transcendencji, nie jest w stanie uczynić zadość
najgłębszej potrzebie człowieka, odnalezienia
się w świecie "sensu". Filozofia jako
całość w swej minimalistycznej wersji
zrezygnowała już z tak wielkich zamierzeń,
trudno jednak wyobrazić sobie minimalistyczną
aksjologię! Aksjologia, która nie uznaje sfery
tajemnej w przedmiocie swych badań nigdy nie będzie
konstrukcją kompletną. Sfera ta jest, mimo
wielkie chęci usunięcia jej, niezbywalna i
obecna u podstaw z pozoru anty-mitycznych
koncepcji.
Mit w relacji podmiotowo-przedmiotowej
Wartości ogólne nie istnieją w sensie
ontologicznym. Są zaś bytem
"idealnym", inaczej
"kulturowym". Wartości istnieją tylko
w rzeczach! Są j e d n o s t k o w e. Takie pojęcia
jak "dobro" czy "piękno"
odnoszą nas do istotnych treści
"kulturowych", nie do bytów w sensie
ontologicznym, które miały by tak się nazywać
i w rzeczach objawiać. Nie spotkamy więc piękna
"samego w sobie", ale jedynie rzeczy piękne,
których wielość sprawiła , iż uogólniliśmy
nasze przeżycia tworząc od przymiotników
"piękny"; "piękna"; "pięknie",
oraz przysłówka "pięknie", rzeczownik
":piękno".
Nie zamierzam podejmować się całościowej
krytyki "relacjonistycznej" teorii wartości,
a to dlatego, iż nie czuję się do tego zdolny.
Głębokie i szeroko zakrojone analizy w moim
wykonaniu były by nadużyciem zaufania
czytelnika, a ponadto nie mieściłyby się w
ramach tego tekstu. Skupię się więc, o ile
takie "wykrojenie" tematu jest w ogóle
możliwe, na samej relacji
podmiotowo-przedmiotowej, aby ukazać i naświetlić
możliwie z każdej strony fakt, iż k a ż d a
teoria aksjologiczna poza nihilizmem, którego nie
sposób nazwać "teorią" w sposób
mniej lub bardziej "pokrętny" wywodzi
się z potrzeby zakorzenienia mitycznego. Skąd
wnoszę, że każda? Rozważana teoria
relacjonistyczna podsuwa nam do rozważenia dwa
pojęcia, na których jak sądzę opierać się
muszą w s z y s t k i e teorie aksjologiczne, choć
możliwe są różne ich ujęcia jak również
odmienne ujęcia ich "związków". Te
pojęcia to "przedmiot" wartościowy (
ewentualnie "nośnik wartości" ) oraz
"podmiot" ( "urzeczywistniający"
wartość, jej twórca bądź odbiorca ). Głęboko
mityczny ich charakter, wskazuje na głęboko
mityczny charakter k a ż d e j teorii
aksjologicznej
1. Mit w idei "przedmiotu"
Wartości urzeczywistniają się poprzez działalność
"podmiotu", a więc bytu świadomego i
ukonstytuowanego. Byt ów nie jest bytem
zagubionym w chaosie, ale zakorzenionym w świecie
i zdolnym do odbioru pewnych c e c h zawartych w
przedmiotach, a stanowiących, rzec można,
"grunt" pod podmiotowe ustanawianie.
Pisze prof. Lipiec: "Wartością jest zatem
to, c o j e s t w a r t o ś c i o w e ( wyszczególnienie
autora - K.W. ), dokładniej zaś c o j e s t c o
ś w a r t e w przymiotach danych
podmiotowi". A dalej: "Nie jest więc
wartość ani tym samym co jej nośnik, nie jest
też jedną z licznych cech nośnika, nie jest
wreszcie składnikiem treści przeżycia
podmiotowego. Wartość jest czymś swoistym i
nieredukowalnym do czegokolwiek innego, sprowadza
się zaś do tego, co z przedmiotu <przenosi się>
do podmiotu budząc odpowiednie reakcje w akcie
aksjologicznym"8 Jak również: "Nośnikiem
wartości może być dowolny przedmiot, jeśli
tylko dysponuje odpowiednimi właściwościami i
jeśli istnieje podmiot, który przez relację z
tym przedmiotem zdolny jest do otwarcia się na te
właściwości, traktując je jako aksjologicznie
nieobojętne"9
Przedmiot jest zatem w relacji
podmiotowo-przedmiotowej nośnikiem wartości
urzeczywistnianych przez podmiot. Ale czego dokładnie
jest nośnikiem? W tym miejscu pojawia się pewna
niejasność. Relacjonizm aksjologiczny nie godzi
się na subiektywizm, ale popada w niejasność
gdy chce jednocześnie uniknąć absolutyzmu.
Przedmiot zawiera w sobie pewne cechy , które
to odbiera podmiot, gdy się na nie "otworzy". Czym są te cechy? Nie są ukrytą
potencją, nie są tym bardziej śladem bożego
palca; pozostaje więc uznać je za jakości zupełnie
materialne i dane w rozciągłej powłoce rzeczy.
O ile taką wartość jak "smaczność"
obiadu da się faktycznie ustanowić na podstawie
danych nam właściwości smakowych, o tyle
"dobra" czy "piękna"
niepodobna dostrzec w przedmiotach bez uprzedniej
znajomości czym jest "piękno". Takie
jednak Platońskie rozumowanie uznali by relacjoniści
za błąd, zgodnej ze swym podstawowym dogmatem,
że wartości są tylko jednostkowe. Ingarden
pisze "Wartość czegoś nie jest wprawdzie
samodzielnym przedmiotem, [...] ale stanowi pewną
istność ( entitas ) o całkiem szczególnej
strukturze".10 Pisze także, iż wartość
"wyrasta z samej istoty danego
przedmiotu".11 W rozumieniu Ingardena cechy
te nie przynależą do materialnej struktury. Czym
jest owa szczególna "istność"? Czym
jest owa tajemnicza "istota"? Co ma na
myśli Lipiec pisząc, że piękno "jest
wartością wtedy, kiedy rzeczywiście jest piękne"?
O ile obiad jest faktyczne smaczny gdy działa
odpowiednio na nasze kubki smakowe, gdy zachodzi
jakaś określona reakcja chemiczna, o tyle piękno
tortu podanego na deser nie jest nam dane
"jako piękno" poprzez tego tortu
kunsztowną formę. Taka czy inna forma wydaje nam
się "piękna", ale w żaden sposób nie
może nam się to objawić tak jak objawia nam się
smak. Piękno więc musi tkwić samej rzeczy jako
coś "swoistego", czy też, jak chciał
Ingarden, jako "istota" tej rzeczy.
Forma odnosi nas do "istoty" danej
rzeczy, i dzięki tej "istocie" objawia
nam się jako piękna.
Jeśli ogołocimy przedmioty z "istoty",
ograniczymy jedynie do walorów danych
empirycznie, tym samym pozbawiamy się podstaw do
jakiegokolwiek wartościowania. Cóż bowiem
innego mogłoby sprawiać , iż dane własności
fizyczne traktujemy jako wartościowe ( pozytywnie
bądź negatywnie - piękne lub szpetne )? Platon
napominał, iż należy "rozróżnić, że
czymś innym jest przyczyna czegoś, co istnieje,
a czymś innym to, bez czego przyczyna nie mogłaby
być przyczyną".12
Prof. Lipiec pisze: "Piękno danej kobiety ma
jednak pewnością wiele punktów stycznych z
wartością urody innych niewiast, co daje podstawę
do stworzenia pojęcia wartości <piękna w ogóle
kobiety w ogóle>". A dalej: "Problem
zasadniczy tkwi bowiem w kwestii, czy piękno
<w ogóle> kobiety <w ogóle> jest aby
naprawdę wartością, skoro na pewno wartościowość
piękna skonkretyzowanego tkwi zawsze i tylko w
realnej, konkretnej kobiecie"13
Dochodzimy tu do klasycznego sporu o "powszechniki".
Czy piękno "w ogóle" jest uogólnieniem
piękna "szczegółowego", czy też piękno
"szczegółowe" jest pięknem, dzięki
pięknu "w ogóle", które się w szczególe
w jakiś sposób zawiera?
Mamy więc, idąc za przykładem prof. Lipca,
kobietę jako pewien u k o n s t y t u o w a n y
byt, w którym dostrzegamy podobieństwo do innych
bytów - kobiet. Dostrzegamy i uogólniamy pewne
pozytywne przymioty dane empirycznie w zewnętrzności
niewiast, aby stworzyć obraz idealny, nie do końca
uściślony, który nazwiemy "piękną
kobieta" bądź "ideą pięknej
kobiety". Bez odpowiedzi pozostaje jednak
pytanie, co skłania nas do zakwalifikowania
pewnych cech, jako pozytywnych, oraz odrzucenia
innych jako negatywnych bądź obojętnych. Nie
mogą to być te cechy, które sprawiają każdemu
z osobna estetyczną przyjemność, tak jak każdemu
z osobna sprawia przyjemność, albo nie, dana
potrawa, bo wówczas "idea pięknej
kobiety" nie byłaby niczym więcej jak pewną
umową - w żadnym wypadku wartością
niesubiektywną. Żeby więc pomysł, aby wartościowanie
oprzeć na relacji podmiotowo-przedmiotowej
uchronił nas od subiektywizmu, winniśmy oprzeć
tę relację nie na jakichś przymiotach dostępnych
poprzez zmysły, ale na tym co Ingarden nazwał
"istotą". Istota ta to właśnie
"wartościowość" rzeczy. Jeśli więc
"wartościowanie" oprzeć na "wartościowości",
bez odpowiedzi pozostaje pytanie cóż to jest
naprawdę ta "wartość" zawarta w
istocie? Albo czym jest i s t o t a , która jest
wartością?
Pytanie o "istotę" odnosi nas do tego,
co nie jest nam dane bezpośrednio w naszym akcie
percepcyjnym, do tajemniczego wnętrza rzeczy - wnętrza,
które o rzeczy stanowi; wnętrza, które stanowi
o tym, iż rzecz i s t n i e j e w jakimś trwałym
porządku istnienia. "Istota" odnosi nas
do mitycznego porządku, w którym istnienie jest
u s p r a w i e d l i w i o n e. Pragnienie
dotarcia do "istoty rzeczy" jest wyrazem
odwiecznego, rzec można, poszukiwania trwałości
w płynącej rzece; owa rzeka jako jedyne dane nam
objawienie bytu, nie wystarcza i nie spełnia
naszych oczekiwań. Jedyną alternatywą dla
pytania o istotę, jest odrzucenie samego pytania.
Pisze Kołakowski: "Jeśli tedy krytyka
filozoficzna anuluje tradycyjne pytanie o obecności
rzeczy <poza> percepcją, jako pytanie nie
nadające się do rozstrzygnięcia, a właściwie
do poprawnego wypowiedzenia, to jednak nie potrafi
usunąć potrzeby, która pytanie to ożywia.
Obecna jest bowiem potrzeba dysponowania narzędziem
myślowym odnoszącym się do <istnienia> w
sensie niewarunkowym (...), a każde zaspokojenie
tej potrzeby jest praca mitotwórczą"14
"Istota", jako trwały element rzeczy
odnosi nas do mitu!
Gdy zakładamy, że wartości urzeczywistniają się
w relacji podmiotowo-przedmiotowej, za fakt
oczywisty uważamy, a więc milcząco zakładamy
to, iż zarówno przedmiot jak i podmiot i s t n i
e j ą.
Co znaczy, że przedmiot istnieje? Co znaczy, że
coś jest przedmiotem? Nic innego, jak to iż jest
jakąś trwałą w miarę konstrukcją, która ma
jasno określone miejsce w p o r z ą d k u i s t
n i e n i a. Przedmiotem nie jest płynąca bez
celu rzeka, potok niezorganizowanej materii
zawieszonej w chaosie. Z potoku, czy też z chaosu
możemy wyodrębniać przypadkowe przedmioty,
nazywać je, unieruchamiać, jak widział to
Bergson, ale doprawdy trudno w tych p r z y p a d
k o w o u p r z e d m i o t o w i o n y c h
zbiorowiskach materii dopatrywać się
jakiejkolwiek "istoty", jakichkolwiek
cech, które mogłyby się stać podstawą pod n i
e p r z y p a d k o w e wartościowanie. Przedmiot
musi więc być bytem ukonstytuowanym, bytem tożsamym
ze sobą o oddzielonym od innych bytów; bytem którego
bytowanie jest u s p r a w i e d l i w i o n e.
Usprawiedliwienie istnienia przynależy zawsze do
świata mitu, bo w dostępnych naszej percepcji
danych nie znajdujemy nic co by wskazywało
odpowiedź na pytanie "dlaczego jest raczej
coś niż nic?"
Przedmiot w naszym rozumieniu jest tez samoistny -
n i e w a r u n k o w y, a więc istniejący jako
taki, nie zaś tylko jako część zbioru. Aby móc
coś twierdzić o przedmiocie, że jest wartościowy
czy też nie, winniśmy wpierw upewnić się, że
ten przedmiot j e s t , nie zaś j e s t j a k i
ś. Kołakowski pisze: "W rzeczy samej, początek
owej decyzji, mocą której świat wymaga tłumaczenia
i jest niewytłumaczalny, wydaje się prosty.
Wyrasta z zastanowienia nad innym użyciem wyrazu
<jest> aniżeli to, które odsyła rzecz do
klasy abstrakcyjnej" A dalej:
"Empiryczny użytek nigdy nie zdaje sprawy z
tego, czym jest <być>, lecz zawsze z tego,
co należy do jakiego zbioru"15 Pragnienie
uchwycenia istnienia niewarunkowego jest
niezbywalną częścią konstytucji ludzkiej -
pragnieniem, które odnosi nas do niewarunkowej
rzeczywistości mitycznej.
Jeśli tedy przedmiot w relacji
podmiotowo-przedmiotowej ma być istnieniem
ukonstytuowanym, istnieniem nieprzypadkowym, oraz
niewarunkowym, oraz jeśli przedmioty "wyposażone
są" w "istotę" stanowiącą o
wartościowaniu, to cała idea
"przedmiotu" odnosi nas do rzeczywistości
mitycznej.
2. Mit w idei podmiotu
Pytanie, którego nie sposób uniknąć, chyba
że uznać je za niewłaściwie sformułowane i
niesensowne, brzmi następująco: jeśli podmiot
ustanawia wartości to co ustanawia podmiot? (
przez co podmiot jest ustanawiany? )
Czym jest podmiot, albo czym musi być byt, aby go
uznać za podmiot ustanawiający? Zakładamy więc,
iż jest bytem s a m o i s t n y m , w o l n y m i
ś w i a d o m y m swej samoistności, świadomym
swej wolności.
Wracamy tu do zagadnienia istnienia n i e w a r u
n k o w e g o. "Ja" istnieję tylko jako
twór ukonstytuowany, nie jestem tylko
przypadkowym zlepkiem materii, jestem "całością"
opartą w świecie, jestem istnieniem u s p r a w
i e d l i w o n y m i świadomym, a więc znajdującym
się w stanie odseparowania od reszty istnień i
potrafię zdać sobie sprawę z tego
odseparowania. Świadomość jest zatem świadomością
pośród rzeczy - istnień niewarunkowych,
usprawiedliwionych. Mogę zdać sobie sprawę ze
swojego istnienia jedynie w opozycji do świata
usprawiedliwionego w swym istnieniu, osadzonego w
swej "istocie", samemu będąc osadzonym
we własnej "istocie", odnoszącej mnie
do trwałego porządku rzeczy. Świadomość
"ja", prawdziwe odseparowanie mnie od
reszty istnień, nie mogłyby zaistnieć w
bezsensownym potoku materii w żaden sposób
niezorganizowanej, bo samo rozdzielenie "ja-
świat" zakłada pewien porządek.
Jestem też, jako podmiot ustanawiania, bytem w o
l n y m, tj. niezależnym od wpływów
odseparowanego ode mnie świata. Wolność zakłada,
że człowiek " jest właściwym źródłem
tego, iż jest taki właśnie, jakim się
ujawnia". Tymczasem doświadczenie siebie
jako bytu wolnego "nie jest przekazywalne
jako opis prawomocny" 16 " Obecność
wolności, jak jest poza horyzontem myśli
naukowej, jest również nieznacząca z punktu
widzenia technologicznego stosunku do świata.
Jest niezbywalną częścią obcowania naszego
jako osób"17 Wolności nie sposób
wywnioskować z jakiegokolwiek doświadczenia. Żadne
badanie doświadczenia nie daje nam podstaw do
przekonania, iż działania nasze, jak również
nasze myśli, są w istocie "naszymi" myślami
czy działaniami, nie zaś jedynie przypadkową
sumą wpływów biologicznych, społecznych czy
innych. Również odnosząc się do Drugiego zakładam,
z punktu widzenia nauk empirycznych zupełnie
bezpodstawnie, że jest on bytem wolnym, uczynki
zaś przez niego popełnione - dobre, bądź złe
- są naprawdę jego uczynkami. Każde wartościowanie
działań ludzkich, każdy akt ustanawiania wartości
traci sens w chwili gdy tracimy mityczne
przekonanie o własnej i innych wolności.
Jeśli więc wolność i usprawiedliwione
istnienie podmiotu jest warunkiem zaistnienia
prawomocnej relacji podmiotowo-przedmiotowej; jeśli
także niewarunkowa i ukonstytuowana, a więc
nieprzypadkowa
obecność przedmiotu jest warunkiem zaistnienia nieprzypadkowej relacji
podmiotowo-przedmiotowej, oraz jeśli przedmiot
obdarzony jest "istotą"
"przemawiającą" do podmiotu; to
relacja podmiotowo-przedmiotowa, jak każde właściwie
pojęte wartościowanie odnosi nas do rzeczywistości
mitycznej, choć w sposób bardziej zawiły.
Konkluzja
Powyżej dokonaliśmy możliwie najbardziej skrótowego
oglądu najważniejszego zagadnienia aksjologii, a
mianowicie pytania: czy wartości istnieją, a jeśli,
to jak istnieją? Poprzedziliśmy to uproszczoną
diagnozą społeczną aby wskazać ogromną
potrzebę rozważań nad wartościami we współczesnym
świecie, który nie zawsze właściwie wartości
pojmuje. Nieporozumienia i nieporządek w
pojmowaniu wartości znajduje swe odzwierciedlenie
zarówno pośród tzw. Ogółu, jak i pośród
filozofów. Filozofowie w swej pracy programowo
chcą polegać na swym rozumie doczesnym, stąd
nader często nie godzą się uznanie sfery
tajemnej; sfery, która przecież powołała ich
do tego niewdzięcznego zawodu. Do tej sfery niewątpliwie
należą wartości. Nie ważę się osądzać czy
i jak one istnieją. Powtarzam jedynie to, co
określiłem jako główną tezę powyższego
tekstu: wiara, czy przekonanie, nie zawsze uświadomione,
o istnieniu wartości absolutnych, jako że odnoszących
człowieka do ponadludzkiego sensu, jest
niezbywalnym elementem konstytucji człowieka -
rzec można głównym jej zapisem.
Wartości zawsze odnoszą nas do usprawiedliwiającej
nasze i świata istnienie rzeczywistości
mitycznej , wszelkie próby zanegowania tego faktu
kończą się aksjologicznym nihilizmem, bądź
nieświadomie na tym fakcie polegają.
"Wszechobecność mitu odsłania się przeto
w nieuchronnym czerpaniu z jego zasobów również
w aktach, które z odtrącenia mitu czynią wartość"18
"Wartość konkretu jest bowiem do przyjęcia
tylko wtedy, gdy wartość wyprzedza wszelki
konkret, gdy jest, zanim jest wcielona"19
Konrad referat
nadesłany przez KN "Arche"
Przypisy
1. Opieram się tu na podziale wyłożonym
przez Bogdana Ogrodnika w książce p.t. Ingarden
z serii Myśli i Ludzie, Wiedza Powszechna;
Warszawa, 2000; s. 125
2. Obydwa podziały zaczerpnięte są z książki Józefa
Lipca p. t. Świat wartości; cytaty ze strony 42 3.
Leszek Kołakowski, Obecność
mitu, Wrocław, 1994; s. 33
4. tamże, s. 25
5. tamże, s.8
6. tamże, s.9
7. tamże, s.10
8. Józef Lipiec Świat wartości;
Kraków, 2001; s. 49
9. tamże, s.33
10. Roman Ingarden, Studia z estetyki, t. III, s.
231
11. ** tamże, s.234
12. Platon, Fedon,
13. Józef Lipiec, Świat wartości, s.50
14. Leszek Kołakowski, Obecność
mitu, s.23
15. tamże, s.61
16. tamże, s.63
17. tamże, s.64
18 tamże, s.67
19. tamże, s.65
|